Pieniądze na podwyżki czy na diagnostykę? Jak presja płacowa niszczy ochronę zdrowia

Aura Medic MRI

Emilia Kowalczyk

Pierwsza publikacja artykułu miała miejsce w Menedżerze Zdrowia 3.07.2026 r. https://www.termedia.pl/mz/Pieniadze-na-podwyzki-czy-na-diagnostyke-Jak-presja-placowa-niszczy-ochrone-zdrowia,67955.html

Fot.: Aura Medic

System ochrony zdrowia znajduje się pod gigantyczną presją płacową, która pochłania każdy wzrost budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. Minister zdrowia nie jest w stanie jej sprostać. Przy braku zmian systemowych oznacza to bolesne cięcia w dostępności świadczeń. Jednak rosnąca kolejka to nie rozwiązanie – to kosztowne rolowanie problemu, który powróci ze zdwojoną siłą późnych rozpoznań i ludzkich dramatów.

Głośne pismo minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy do ministra finansów z 29 października 2025 r. jest jednym z najbardziej szczerych dokumentów, jakie wyszły z resortu w ostatnich latach. Za formalnym językiem kryje się dramat: polski system ochrony zdrowia wpadł w pułapkę własnej ustawy płacowej i ustawicznej niewydolności.

Wszystko zaczęło się od wprowadzenia w sektorze medycznym szczególnych warunków wynagrodzenia minimalnego na tle całej gospodarki. Legislator w tamtym czasie był przeciwny tworzeniu odrębnych regulacji płacy minimalnej, obawiając się podobnych żądań ze strony innych sektorów. Nie doceniając zagrożeń dla budżetu państwa, uległ jednak presji partnerów społecznych. Ustawa z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych powiązała pensje w placówkach medycznych z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej i stworzyła system corocznej, automatycznej waloryzacji na podstawie współczynników pracy.

Kluczowy moment nastąpił 26 maja 2022 r., gdy uchwalono nowelizację ustawy (Dz.U. 2022 poz. 1352). Wprowadziła ona nową siatkę wyższych współczynników, rozszerzyła listę objętych gwarancjami zawodów o personel działalności podstawowej oraz zlikwidowała okresy przejściowe. Ustawodawca nieprawidłowo oszacował skutki finansowe i społeczne tych przepisów. Od 2022 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej rośnie dynamicznie, osiągając skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) w okresie trzech lat 2022–2025 na poziomie 11,95 proc. Ten wzrost jest wyraźnie szybszy niż dynamika wpływów ze składki zdrowotnej do budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia, która w ostatnich latach wynosi zwykle 6–9 proc. rocznie. W efekcie powiększa się luka finansowa funduszu, wymagająca corocznej dotacji z budżetu państwa.

W przytoczonym powyżej piśmie minister zdrowia otwarcie wskazała skutki waloryzacji najniższych wynagrodzeń:

  • Szacowana oszczędność z tytułu przesunięcia terminu wejścia w życie rekomendacji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji z 1 lipca 2026 r. na 1 stycznia 2027 r. to ok. 6 mld zł za drugą połowę 2026 r.
  • W przypadku niezmienienia ustawy szacowany koszt uwzględnienia w rekomendacji AOTMiT dla roku 2027 we wzroście cen jednostek rozliczeniowych skutków realizacji ustawy z 26 maja 2022 r. o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych oraz niektórych innych ustaw wyniósłby ok. 6,5 mld zł.

To ogromne pieniądze, których NFZ po prostu nie ma, a minister finansów nie jest gotów ich wyasygnować.

Co zaproponowała pani minister? W jej propozycji odnajdujemy trzy główne ruchy ratunkowe:

  • Przesunięcie terminów – rekomendacja AOTMiT i waloryzacja płac mają wejść w życie nie od lipca 2026 r., lecz od stycznia 2027 r.
  • Zmiana wskaźnika – zamiast szybkiego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce powiązanie podwyżek z wolniejszym wskaźnikiem ze sfery budżetowej. Dzięki temu koszt w 2027 r. spadnie do około 2,7 mld zł.
  • Podwyżki dla średniego personelu – minister zgadza się na podwyższenie współczynników dla grup: 5 (z 1,02 na 1,129) oraz 6 (z 0,94 na 1,09). Koszt: dodatkowe 5,2 mld zł w 2027 r.

Jednocześnie resort chciał mocno ograniczyć umowy cywilnoprawne (B2B) lekarzy poprzez: zakaz zawierania kontraktów ze spółkami, wymóg minimum pół etatu przy normalnej pracy, raportowanie do NFZ i AOTMiT wydatków na umowy B2B, zakaz procentowych stawek od przychodu szpitala oraz wprowadzenie maksymalnego poziomu wynagrodzenia.

Równolegle, by stabilizować finanse NFZ, minister przygotowała ogromny pakiet cięć – aż 10,3 mld zł oszczędności już w 2026 r. Wskazała między innymi limity na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną (AOS), limity na badania tomografii komputerowej (TK) i rezonansu magnetycznego (RM), limity na operacje zaćmy, ograniczenie refundacji drogich leków oraz likwidację programu „Dobry posiłek w szpitalu”.

Pismo obnażyło fundamentalny problem polskiego systemu. Mamy ustawowo zagwarantowane podwyżki płac, ale nie mamy pieniędzy, żeby je sfinansować bez cięć w leczeniu. To nie była zwykła korespondencja między resortami. To diagnoza głębokiego kryzysu, którego nie dało się już dłużej ukrywać. Uchwalona w 2022 r. ustawa o tak gigantycznych, automatycznych skutkach finansowych – bez zapewnienia realnego, twardego pokrycia w budżecie państwa na kolejne lata – to bomba z opóźnionym zapłonem, która właśnie wybuchła. System zapadł się pod własnym ciężarem.

Co stało się pół roku później? Stan na 18 czerwca 2026 r.

Żadna z trzech kluczowych propozycji z pisma nie została wprowadzona. Ministerstwo Zdrowia po negocjacjach ze związkami zawodowymi i w Trójstronnym Zespole do spraw Ochrony Zdrowia całkowicie wycofało się z tych rozwiązań:

  • Waloryzacja najniższych wynagrodzeń nadal odbywa się od 1 lipca 2026 r. zgodnie ze starą zasadą (wzrost o mniej więcej 8,82 proc. na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego).
  • Mechanizm waloryzacji nie został zmieniony – wciąż opiera się na dynamicznym wskaźniku przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.
  • Współczynniki pracy dla grup piątek i szóstej pozostały bez zmian.

Propozycje oszczędnościowe i ograniczenia B2B lekarzy także nie weszły w życie w proponowanym kształcie. System nadal działa „po staremu”.

Równoległe działania

W makroekonomii zdrowotnej obowiązuje brutalna zasada: jeśli nie są dokładane pieniądze z zewnątrz, a jedna grupa dostaje znacznie więcej, to innej grupie trzeba te środki po prostu odebrać. Budżet musi się zgadzać. Dlatego minister zdrowia równolegle i bardzo świadomie szykowała pole do cięć w świadczeniach diagnostycznych. Przygotowywano grunt pod realne ograniczenie dostępności najpopularniejszych badań – rezonansu magnetycznego (RM) i tomografii komputerowej (TK) – uzasadniając to nadmiernym wzrostem liczby procedur oraz troską o bezpieczeństwo pacjenta.

Jesienią 2025 r., dokładnie w tym samym czasie, gdy pisała do ministra finansów o pakiecie oszczędnościowym na ponad 10 mld zł (w tym 1260 mln zł z „wprowadzenia limitów diagnostyki TK, RM”), jej resort poprzez AOTMiT wydał dokumenty, które bezpośrednio obniżyły wyceny rutynowych badań obrazowych.

19 listopada 2025 r. prezes AOTMiT opublikował obwieszczenie w sprawie nowych taryf. 30 grudnia 2025 r. prezes NFZ podpisał Zarządzenie numer 103/2025/DSOZ, które od 1 stycznia 2026 r. zmieniło wycenę punktową 22 istniejących procedur rezonansu magnetycznego w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. 

Największe cięcia dotknęły badań, które w 2024 r. stanowiły prawie 70 proc. całego wolumenu w AOS:

Z perspektywy płatnika publicznego tak głębokie obniżki wycen mogły być ekonomicznie zrozumiałe. Jednak ich kalkulacja została oparta na danych historycznych wolumenu badań, a nie na realnych skutkach nadchodzących cięć w finansowaniu świadczeń ponadkontraktowych, co już wkrótce postawi placówki medyczne w skrajnie trudnej sytuacji finansowej.

Problem – analiza AOTMiT traci aktualność przy limitach NFZ

Kluczową wadą raportu AOTMiT jest brak analizy wrażliwości rynku na spadek wolumenu o 20–40 proc. Autorzy spodziewali się ciągłości warunków realizacji świadczeń, gdy tymczasem z cytowanego pisma minister zdrowia znane już były możliwe dalsze działania regulacyjne. Gdy NFZ wprowadza limity lub inne mechanizmy ograniczające wolumen, analiza AOTMiT w dużej mierze przestaje być aktualna. Koszty stałe nie spadają proporcjonalnie. Te same nakłady must zostać rozłożone na mniejszą liczbę procedur, co oznacza, że koszt jednostkowy realnie rośnie.

W efekcie:

  • rutynowe badania stają się nierentowne lub wręcz generują stratę,
  • placówki albo ograniczają ich wykonywanie, albo muszą „dopłacać” z innych obszarów,
  • jedynie badania specjalistyczne (serce, spektroskopia, wielofazowe) zachowują sens ekonomiczny.

Porterowskie podejście, że można grać siłą nabywczą w relacji z oczekiwaniami płacowymi lekarzy, jest w tym wypadku całkowicie chybione. To klasyczny przykład teoretycznej optymalizacji kosztów (AOTMiT) w zderzeniu z rzeczywistością kontraktową (limity NFZ). Bo jak można obciąć wycenę z powodu masowości, a dosłownie chwilę później wprowadzać limity, które tej masowości zakazują? Kryje się w tym podstawowa logiczna sprzeczność.

Spójny plan i jego skutki

Minister zdrowia nie czekała biernie na brak pieniędzy. Równolegle uruchomiła dwa uzupełniające się mechanizmy: obniżenie taryf punktowych najpopularniejszych badań RM/TK oraz przygotowanie limitów i degresji w kontraktach NFZ.

To nie jest „drobna optymalizacja”. To powrót limitów tylnymi drzwiami, tylko tym razem Narodowy Fundusz Zdrowia sprytnie przerzucił całą odpowiedzialność za ich egzekwowanie na szpitale i prywatne pracownie diagnostyczne.

Od 1 kwietnia 2026 r. za każde badanie TK lub RM wykonane ponad wartość kontraktu Fundusz płaci zaledwie 50 proc. nominalnej stawki (degresywna stawka wprowadzona Zarządzeniem numer 34/2026/DSOZ Prezesa NFZ). Rozliczenie i zapłata za te nadwykonania następuje dopiero po zakończeniu r. obrachunkowego – w praktyce często dopiero w 2027 r.

Tymczasem placówka muszą ponosić wszystkie koszty natychmiast i w pełnej wysokości:

  • wynagrodzenia personelu,
  • środki kontrastowe i inny asortyment medyczny,
  • serwis sprzętu,
  • energię oraz inne koszty stałe.

Oczekiwanie regulatora, że wskutek presji finansowej lekarze diagności zgodzą się znacznie ograniczyć swoje wynagrodzenia w obawie przed utratą pracy, jest dowodem niesłychanego złudzenia. Oczywiście w imię współpracy i odpowiedzialności za pacjenta możliwe są pewne ruchy w zakresie stawek za opisy, ale nie takie, które kompensowałyby tak znaczną stawkę degresywną – nawet po „rozmyciu” tej degresji na cały wolumen badań.

Stawka degresywna 50 proc. nie pokrywa kosztów zmiennych. W efekcie placówki mają dwa wyjścia:

  • ograniczać liczbę badań do limitu (to właśnie robią od kwietnia),
  • „dopłacać” z innych obszarów (jeśli nimi dysponują) – co osłabia funkcjonowanie całej jednostki.

W takiej sytuacji dalsze wykonywanie diagnostyki ponad kontrakt staje się dla większości podmiotów po prostu nieopłacalne lub wręcz generuje stratę. NFZ nie musi już wprowadzać twardych, formalnych limitów – wystarczy, że placówki same zaczęły odmawiać pacjentom, bo nie stać ich na dalsze kredytowanie budżetu państwa. Z perspektyw polityki komunikacyjnej urzędu procedury pozostają dostępne. To jednak poszczególni dyrektorzy placówek muszą spojrzeć pacjentom w oczy. Cała frustracja społeczna ląduje na pracownikach rejestracji, a nie na politykach, którzy wprowadzili te zasady gry.

Ten sam mechanizm NFZ zamierzał wprowadzić również w odniesieniu do operacji usunięcia zaćmy – jednego z najlepiej uregulowanych obszarów w polskim systemie ochrony zdrowia. Obowiązują tu bardzo rygorystyczne kryteria kwalifikacyjne oraz mierniki jakości, które praktycznie wykluczają nadmiarowe operacje.

Jak zapowiedział 19 kwietnia 2026 r. wiceprezes funduszu Jakub Szulc w rozmowie z Onetem, za zabiegi usunięcia zaćmy wykonane ponad ustalony limit fundusz będzie płacił nie w 100 proc., lecz w niższej wysokości, a rozliczenie nastąpi dopiero na koniec roku obrachunkowego.

W obliczu krytyki kilka dni później prezes NFZ Filip Nowak przyznał, że choć na razie nie planuje nominalnego obniżenia wyceny operacji zaćmy, to stwierdził: „myślę, że to przed nami”. Opowiedział się również za nielimitowanymi świadczeniami, ale z jasnymi zasadami degresji ceny, uwzględniającymi zarówno koszty stałe, jak i zmienne – w tym wynagrodzenia personelu medycznego zatrudnionego na umowach cywilnoprawnych (B2B). 

Populizmem jest ustalanie nielimitowości bez korekt we wszystkim przy limitowanym budżecie płatnika” – przekonywał Filip Nowak. To akurat wydaje się słuszne, jednak realizować tę zasadę trzeba w taki sposób, by cena zmierzała w stronę kosztów krańcowych, a nie ucinała skokowo dostępność świadczeń, jak w przypadku diagnostyki obrazowej.

Jeszcze ostrzej o źródle całego problemu wypowiedział się wiceprezes NFZ Jakub Szulc podczas panelu na Europejskim Kongresie Gospodarczym, a także z rozmowie z PAP. Nazwał ustawę płacową z 2022 r. „killerem dla polskiego systemu ochrony zdrowia”.

– Ustawa o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia jest killerem dla polskiego systemu ochrony zdrowia z tego powodu, że nie zostały zapewnione środki na jej realizację – powiedział wprost.

Wiceprezes NFZ Jakub Szulc nie tylko w pełni potwierdza diagnozę zawartą w piśmie minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, ale publicznie ją powtarza i wzmacnia, używając znacznie ostrzejszego języka. Zarówno minister zdrowia, jak i najwyższe kierownictwo NFZ wskazują więc dokładnie na to samo źródło kryzysu: nowelizację z 26 maja 2022 r. przyjętą bez realnego pokrycia w budżecie funduszu.

Oficjalne uzasadnienie cięć w diagnostyce obrazowej przedstawiła również wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk. Według niej obecne ograniczenia (w tym 50-procentowa degresja za badania ponad limit) to nie zwykłe oszczędności, lecz świadoma reforma: „Przechodzimy z systemu ilościowego na rzecz jakości”. Wiceminister Katarzyna Kacperczyk podkreśliła, że zwiększanie liczby badań bez przełożenia na efekt zdrowotny nie ma sensu, a tam, gdzie procedury przynoszą konkretną korzyść dla pacjenta, będą nadal finansowane w 100 proc. Wyjaśniła, że powszechne wdrożenie rozwiązań odczuwalnych dla pacjentów i świadczeniodawców przewidziane jest w ciągu 12 miesięcy.

Zupełnie inną ocenę przedstawił jednak prezes AOTMiT Daniel Rutkowski podczas panelu na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. Stwierdził on wprost, że polski system nie jest jeszcze na tyle dojrzałym systemem, żeby całkowicie przejść na finansowanie związane z jakością leczenia i że na pewno nie możemy w pełni przejść na całkowite uzależnienie finansowania od jakości. Brakuje bowiem odpowiednich mierników i danych o rzeczywistych efektach zdrowotnych.

W ten sposób twarde cięcia finansowe zostały opakowane w pozytywny, reformatorski język, podczas gdy nawet instytucja bezpośrednio podległa Ministerstwu Zdrowia uznaje takie podejście za w dużej mierze deklaratywne. To wewnętrzna sprzeczność w samym centrum zarządzania naszym zdrowiem.

Efekty wprowadzenia limitów tylnymi drzwiami

Dla pacjentów oznacza to przede wszystkim dłuższe kolejki i opóźnioną diagnostykę. Kolejki, które po zniesieniu limitów w 2021 r. wyraźnie się skróciły, znów zaczęły się wydłużać. W przypadku badań rezonansu magnetycznego w trybie stabilnym średni czas oczekiwania na badanie w kraju w okresie od 4 kwietnia do 16 czerwca 2026 r. wzrósł ze 103 dni do 137 dni (mediana wzrosła z 76 dni do 113 dni).

Rysunek 1. Czas oczekiwania na badanie (średnia) – przypadek stabilny [analiza własna]

W trybie pilnym w tym samym okresie średni czas oczekiwania na badanie w kraju wzrósł z 72 dni do 94 dni (mediana wzrosła z 42 dni do 72 dni).

Rysunek 2. Czas oczekiwania na badanie (średnia) – przypadek pilny [analiza własna]

Wzrost długości kolejki w poszczególnych województwach nie jest równomierny. Największe pogorszenie terminów w przypadku badań stabilnych obserwujemy w województwach:

  • świętokrzyskim – średni czas oczekiwania wzrósł o 75 dni,
  • zachodniopomorskim – średni czas oczekiwania wzrósł o 73 dni,
  • pomorskim – średni czas oczekiwania wzrósł o 69 dni.

W przypadku badań pilnych czas oczekiwania najbardziej wydłużył się w województwach:

  • małopolskim – o dodatkowe 64 dni,
  • zachodniopomorskim – o dodatkowe 57 dni,
  • śląskim – o dodatkowe 50 dni.

Dostępność rezonansu magnetycznego jest zatem w Polsce bardzo nierówna. Najkrótszy średni czas oczekiwania na badanie odnotowano w województwie mazowieckim (78 dni – badanie stabilne, 53 dni – badanie pilne), podczas gdy:

  • w województwie zachodniopomorskim średni czas oczekiwania w trybie stabilnym wynosi 251 dni, a w trybie pilnym 167 dni,
  • w województwie pomorskim średni czas oczekiwania w trybie stabilnym wynosi 221 dni, a w trybie pilnym 147 dni,
  • w województwie śląskim średni czas oczekiwania w trybie stabilnym wynosi 195 dni, a w trybie pilnym 153 dni.

Województwami, które w tym okresie skróciły obie kolejki, są: kujawsko-pomorskie, lubuskie i opolskie.

Rysunek 3. Wzrost czasu oczekiwania w dniach na badanie w okresie pomiędzy 4 czerwca 2026 r. a 15 czerwca 2026 r. [analiza własna]

Mając na uwadze utrzymujący się trend, w wyniku ekstrapolacji autorka przewiduje na 1 września 2026 r. średni czas oczekiwania w kraju na poziomie:

  • 145 dni – badanie stabilne,
  • 103 dni – badanie pilne.

Oznacza to, że pacjent zapisujący się w tamtym momencie może otrzymać termin:

  • 13 grudnia 2026 r. w przypadku badania pilnego,
  • 23 stycznia 2027 r. w przypadku badania stabilnego.

Zauważyć należy jednak, że są już miejsca w kraju, gdzie czas oczekiwania na badanie oscyluje na poziomie około 500 dni. Jeśli nic się nie zmieni, pacjent na diagnostykę będzie czekać ponad półtora roku.

Zastosowanie ekstrapolacji do prognozowania czasu oczekiwania wymaga uwzględnienia zjawiska nasycenia (saturacji), które w modelach matematycznych i ekonometrycznych oznacza zbliżanie się wartości do określonej granicy, zwanej asymptotą poziomą. W systemach społeczno-ekonomicznych rzadko mamy do czynienia z nieograniczonym wzrostem o stałej dynamice. Zjawisko „nasycenia” wykresu w tym kontekście można opisać jako naturalny punkt, w którym tempo przyrostu kolejki wyhamowuje, mimo że problem braku finansowania nadal występuje.

Na efekt nasycenia wpływają następujące kluczowe czynniki:

  • migracja do sektora prywatnego – pacjenci dysponujący środkami finansowymi rezygnują z kolejki NFZ na rzecz badań komercyjnych,
  • odstąpienie od diagnostyki – część pacjentów, zniechęcona długimi terminami, całkowicie rezygnuje z badania,
  • efekt biologiczny i śmiertelność – najciężej chorzy mogą nie dożyć wyznaczonego terminu, co „usuwa” ich z list oczekujących,
  • zmniejszenie liczby wystawianych skierowań – w wyniku rosnącej restrykcyjności następuje szersze zastosowanie alternatywnych metod diagnostycznych przed kwalifikacją do rezonansu magnetycznego,
  • punktowe zwiększenie wartości kontraktu – jako odpowiedź na rosnące niezadowolenie społeczne i środowiska medycznego.

Wybór ekstrapolacji logarytmicznej do prognozowania czasu oczekiwania wobec powyższego zjawiska nasycenia wydaje się w ocenie autorki rozwiązaniem najlepiej szacującym nadchodzące wydarzenia.

Dyskusja skutków

Omawiane decyzje minister zdrowia i instytucji jej podległych rodzą ważne pytanie o długoterminowe skutki takiego makroekonomicznego sterowania zdrowiem. Skutek medyczny jest oczywisty: późniejsze wykrywanie nowotworów, udarów, zmian neurologicznych i chorób ortopedycznych. Im późniejsza diagnoza, tym gorsze rokowanie i dłuższe, droższe leczenie w stadium zaawansowanym. To klasyczne przesuwanie problemu na później z gwarancją, że powróci on z wyższym rachunkiem.

Choć minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda wielokrotnie w wywiadach i wystąpieniach podkreślała, że badania onkologiczne i badania dla dzieci, badania profilaktyczne są w 100 proc. płacone przez Narodowy Fundusz Zdrowia, to w praktyce profilaktyka i diagnostyka obrazowa są ze sobą nierozerwalnie powiązane. Gdy szpitale i poradnie masowo ograniczają dostęp do TK i RM – w efekcie realnie utrudnia się wczesne wykrywanie chorób. To z kolei osłabia cały sens programów przesiewowych. Dlatego stanowisko minister, że profilaktyka nie jest w niczym ograniczona, choć poprawne w wąskim, formalnym sensie, w obliczu obecnego uszczuplania dostępności brzmi dla pacjentów i lekarzy jak abstrakcja.

Na szczególnie bulwersujący aspekt problemu zwrócił uwagę dr Jakub Kosikowski, onkolog i rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej. Wskazał, że pacjenci onkologiczni posiadający kartę DiLO są co prawda wyłączeni z mechanizmu degresji w trakcie aktywnego leczenia, jednak po jego zakończeniu – w okresie monitorowania i kontroli wznowy – tracą to uprawnienie i wpadają w standardowe limity oraz kolejki.

W ogniu krytyki Ministerstwo Zdrowia zareagowało. 2 czerwca 2026 r. resort poszerzył katalog wskazań wyłączonych z mechanizmu degresji, obejmując nim również pacjentów po zakończeniu aktywnego leczenia onkologicznego, którzy wymagają okresowej kontroli w kierunku wznowy.

Należy jednak jasno podkreślić, że formalnie zawsze istniała możliwość ponownego włączenia pacjenta do ścieżki onkologicznej poprzez wystawienie karty DiLO. Problem nie leży więc w braku formalnego narzędzia, lecz w jego etycznej i psychologicznej cenie. Wymaganie od osoby, która z sukcesem zakończyła terapię nowotworową, aby ponownie formalnie wróciła do grupy onkologicznej tylko po to, by wykonać kontrolne badanie TK lub RM, jest dla wielu pacjentów głęboko obciążające i stygmatyzujące.

Czy włączenie ich do uprzywilejowanej grupy razem z pacjentami w trakcie aktywnego leczenia rozwiązuje ten dylemat etyczny? Raczej nie. Pacjent, który wygrał z chorobą, jest nagle ponownie oznaczany jako „onkologiczny”, co niesie realne konsekwencje psychologiczne – nawet jeśli formalnie ma zagwarantowany dostęp do badań.

Krótkoterminowo NFZ oszczędza, ale koszty społeczne są wysokie. Długoterminowo koszty finansowe natomiast wzrosną – przełoży się to na więcej hospitalizacji, droższe leczenie powikłań i większe obciążenie SOR-ów. Polska i tak znajduje się poniżej średniej Unii Europejskiej pod względem liczby badań rezonansu magnetycznego na 100 000 mieszkańców. Ten dystans właśnie się powiększa.

Fizyka medyczna narzuca więzy

Pojawia się również pytanie, czy NFZ w wyniku kontroli przeprowadzonych w marcu i kwietniu 2026 r. ujawnia jedynie systemowe nieprawidłowości w rozliczaniu rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej, racjonalizując przy tym finansowanie, czy też przynajmniej częściowo ignoruje realia medyczne i fizyczne wykonywania tych badań?

Fundusz stwierdził, że w ponad 8,2 tys. spośród około 12 tys. skontrolowanych przypadków pacjenci wymagający diagnostyki kilku odcinków kręgosłupa byli kierowani na kilka oddzielnych wizyt w bliskich terminach, często na podstawie odrębnych skierowań. W praktyce – jak podkreśla NFZ – takie badanie powinno być wykonane jednorazowo, na jednym skierowaniu, co pozwoliłoby objąć kilka obszarów jednocześnie. Kontrola wykazała, że praktyka dzielenia procedur zawyżyła koszty o ponad 1 mln zł przy łącznej kwocie rozliczeń rzędu 4,9 mln zł. Uzasadnieniem wprowadzonych przez NFZ zmian – degresywnego finansowania nadwykonań od 1 kwietnia 2026 r. – było właśnie uporządkowanie tych nieprawidłowości i walka z nieuzasadnionym zawyżaniem kosztów.

Stanowisko to spotkało się jednak z ostrą krytyką środowiska lekarskiego. 25 kwietnia 2026 r. rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, dr Jakub Kosikowski, opublikował na platformie X komentarz, w którym wprost wskazał na sprzeczność uzasadnienia Ministerstwa Zdrowia z podstawowymi zasadami fizyki medycznej i bezpieczeństwa pacjenta.

– Zdaniem ekspertów radiologów, którzy zajmują się na co dzień rezonansem magnetycznym, uzasadnienie MZ dla limitowania liczby badań RM jest… sprzeczne z zasadami fizyki. Długość cewek w aparatach 1.5T pozwala na 30 cm obrazu, w 3T na 25 cm – stąd, o ile nie jesteś noworodkiem, nie zrobi się całego kręgosłupa na raz. Współczynnik SAR dla badania spowoduje, że aparat będzie sam wydłużał badanie, by nie ugotować pacjenta. Pomijając to, który pacjent wyleżałby 3 godziny w aparacie – napisał.

Warto wyjaśnić wagę tego wskaźnika. Współczynnik SAR (ang. Specific Absorption Rate – właściwa szybkość absorpcji mocy) jest kluczowym parametrem bezpieczeństwa w badaniach rezonansem magnetycznym. Określa on ilość energii elektromagnetycznej z fal radiowych, jaką tkanki pacjenta absorbują na kilogram masy ciała (wyrażany w watach na kilogram – W/kg).

Im większa objętość ciała jest skanowana jednocześnie (np. cały kręgosłup), tym wyższy jest SAR. Aparat MRI ma ściśle określone, nieprzekraczalne limity tego parametru (zgodnie z normami międzynarodowymi IEC 60601-2-33). Gdy system wykryje, że planowane parametry mogą spowodować nadmierne nagrzanie tkanek, automatycznie wydłuża czas badania, zmniejsza moc impulsów RF lub modyfikuje sekwencje. W efekcie zamiast skrócenia czasu skanowania przez „zrobienie wszystkiego na raz”, dochodzi do jego znaczącego wydłużenia – w praktyce nawet do 2,5–3 godzin. Tego typu rozległe protokoły są więc nie tylko technicznie niemożliwe ze względu na ograniczenia cewek, ale także niebezpieczne i nieefektywne z punktu profesjonalnej fizyki medycznej oraz komfortu pacjenta.

Należy wziąć pod uwagę także głos chorych i lekarzy klinicznych. Często sami pacjenci protestują przeciwko jednorazowemu badaniu kilku okolic anatomicznych, ponieważ zdają sobie sprawę, że z powodu bólu nie są w stanie leżeć bez ruchu przez czas potrzebny na dwa lub trzy skany. Proszą o rozbicie diagnostyki na kilka terminów. Wykonanie badania w jednym terminie jest więc zasadne z punktu widzenia NFZ, ale dla pacjenta i lekarza klinicysty badanie poruszone lub przerwane ma znacznie ograniczoną wartość diagnostyczną i często wymaga powtórzenia.

Ponadto w przypadku badań z kontrastem wykonanie kilku okolic anatomicznych w jednym podejściu jest często technicznie niemożliwe. Są to procedury celowane na jedną okolicę, a cewka obejmuje konkretny obszar. Sekwencje pokontrastowe – zwłaszcza dynamiczne – nie pozwalają na równoczesne skanowanie kilku rejonów ze względu na ograniczenia techniczne urządzeń, pomimo że w katalogu świadczeń NFZ istnieją odpowiednie kody. Należy także pamiętać, że okno diagnostyczne dobrego wzmocnienia wynosi zazwyczaj 10–30 minut (w zależności od okolicy i protokołu). W praktyce oznacza to, że jeśli zaczniemy badać jedną okolicę zaraz po podaniu kontrastu, to przy próbie skanowania kolejnej, odległej części (np. szyjnego i lędźwiowego odcinka kręgosłupa) w tym samym posiedzeniu, druga okolica może być obrazowana już ze znacznie osłabionym wzmocnieniem kontrastowym. Dlatego w wielu przypadkach klinicznych (np. podejrzenie zmian nowotworowych, stany zapalne, ocena perfuzji) preferuje się osobne badania z osobnym podaniem kontrastu, aby zachować maksymalną wartość diagnostyczną.

Podsumowując, próba robienia wszystkiego naraz w badaniach z kontrastem koliduje z ograniczeniami SAR i długości cewek, a także z farmakokinetyką samego środka kontrastowego oraz ograniczeniami technicznymi aparatów. W efekcie kontrola NFZ, choć słuszna w walce z nadużyciami, odsłania głębszy problem: próba racjonalizacji finansowej zderza się z fizycznymi i klinicznymi ograniczeniami diagnostyki obrazowej. Bez uwzględnienia obu stron konfliktu realna poprawa dostępności i jakości badań może pozostać tylko na papierze.

Konkluzja

Opisany mechanizm obnaża, jak niebezpieczne jest tworzenie sztywnych zobowiązań finansowych w ustawach bez zapewnienia źródeł ich pokrycia i bez pełnej analizy skutków. Pieniądze na podwyżki płac personelu medycznego, o których minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda pisała już w piśmie z października 2025 r., są w praktyce „wydobywane” z diagnostyki obrazowej i najczęstszych zabiegów – tam, gdzie pacjent najrzadziej protestuje głośno i szybko.

To nie jest incydent ani doraźna oszczędność. To przemyślana, systemowa strategia radzenia sobie z konsekwencjami ustawy płacowej z 2022 r. Zamiast podjąć trudną, ale konieczną debatę o zmianie mechanizmu waloryzacji płac lub realnym zwiększeniu finansowania ochrony zdrowia, władza wybrała najłatwiejszą drogę – ciche, „miękkie” ograniczenie dostępności do leczenia. W ten sposób dramatyczna dziura płacowa w ochronie zdrowia jest łatana kosztem pacjentów. I to właśnie pacjenci – a nie urzędnicy ani politycy – poniosą najcięższe konsekwencje tej polityki.

Nasuwa się więc pytanie: Jeżeli obecny trend odcinania funduszy na diagnostykę i leczenie się utrzyma, do czego my właściwie dojdziemy?

Post scriptum

W ostatnim czasie coraz głośniej jest o kolejnym elemencie tej układanki. Pracownie diagnostyki obrazowej zaczynają otwarcie oferować te same badania komercyjnie, za pełną odpłatnością. Wprowadzane są programy „na raty 0 proc.” itp., zachęcające pacjentów, by po prostu zapłacili sami. Pojawiają się zatem głosy o świadomej, bezwzględnej prywatyzacji ochrony zdrowia. Moim zdaniem to jednak zbyt daleko idące określenie, jeśli traktujemy je jako ostateczny cel. Bardziej prawdopodobne jest inne wyjaśnienie: prywatyzacja nie jako cel, lecz jako środek. Jest to po prostu sposób na stabilizację budżetu NFZ bez podnoszenia składki zdrowotnej i bez otwartej podwyżki podatków. Skoro nie da się publicznie sfinansować wszystkich potrzeb, państwo po prostu otwiera tylne drzwi i mówi pacjentowi: „chcesz szybko i bez kolejki – zapłać albo weź kredyt”.

W ten sposób dramatyczna luka płacowa i rosnące koszty systemu są łatane nie tylko poprzez ograniczanie dostępności, ale także kosztem stopniowego przenoszenia ciężaru finansowego na barki samych pacjentów.

Wartość publiczna czy kalkulacja organizacyjna? O wdrożeniu hemodiafiltracji w sieci stacji dializ.

Pielęgniarka Maria ter Welle prezentująca pierwszą sztuczną nerkę w Holandii, około 1941–1943 (Marriott Library - Kolekcja Willema Kolffa)

Fot.: Pielęgniarka Maria ter Welle prezentująca pierwszą sztuczną nerkę w Holandii, około 1941–1943 (Marriott Library – Kolekcja Willema Kolffa)

Szymon Brzósko

W ochronie zdrowia najważniejsze decyzje rzadko dotyczą dziś samej dostępności technologii. Znacznie częściej dotyczą zdolności organizacji do przekształcenia potencjalnej korzyści klinicznej w rzeczywistą wartość dla pacjenta i dla systemu. W tym sensie wdrożenie hemodiafiltracji w sieci stacji dializ jako standardu leczenia stanowi interesujący przykład sytuacji, w której ambicja kliniczna spotyka się z dyscypliną organizacyjną, a kalkulacja operacyjna staje się warunkiem tworzenia dobra wspólnego. Pomiędzy potencjałem technologii a realną wartością rozciąga się cały obszar decyzji, przywództwa i odpowiedzialności za wykonanie.

Między dostępnością technologii a jakością organizacji

Współczesna medycyna coraz rzadziej staje przed pytaniem, czy określona technologia lecznicza istnieje i może zostać zastosowana. Znacznie częściej musi odpowiedzieć na pytanie bardziej wymagające – czy potrafi stworzyć takie warunki organizacyjne, w których potencjał danej metody zostanie rzeczywiście uruchomiony i utrzymany w codziennej praktyce klinicznej.

To rozróżnienie ma znaczenie fundamentalne. Między formalną dostępnością terapii a jej realną obecnością w standardzie opieki rozciąga się obszar decyzji, które nie są już czysto techniczne. Obejmują one inwestycje, projektowanie procesów, szkolenie personelu, kwalifikację pacjentów, systemy nadzoru i monitorowania jakości, a także kulturę organizacyjną, która decyduje o tym, czy dana metoda pozostaje wyjątkiem, czy staje się trwałym elementem praktyki leczenia.

Hemodiafiltracja (HDF) jest pod tym względem przykładem szczególnie wymownym w leczeniu pacjentów ze schyłkową niewydolnością nerek. W ostatnich latach rośnie liczba dowodów naukowych wskazujących, że właściwie prowadzona high-volume HDF może wiązać się z lepszymi wynikami niż standardowa hemodializa wysokoprzepływowa (ang. high-flux), zwłaszcza przy osiąganiu odpowiednio wysokiej objętości konwekcji (Vernooij i wsp., 2024; Guimarães i wsp., 2024). Oczywiście sama siła danych klinicznych nie przesądza jeszcze o skali wdrożenia. Między dowodem a praktyką zawsze znajduje się organizacja — ze swoją zdolnością do uczenia się, inwestowania, standaryzacji i egzekwowania jakości.

W Polsce problem ten nabiera dodatkowej wyrazistości. Debata wokół HDF przestała być wyłącznie zagadnieniem eksperckim i zaczęła funkcjonować także w przestrzeni publicznej. Pokazuje to choćby materiał opublikowany przez Medonet w lutym 2026 roku, opisujący wdrażanie nowych urządzeń w stacjach dializ umożliwiających stosowanie hemodiafiltracji oraz przedstawiający tę metodę jako szansę na poprawę wyników leczenia pacjentów z przewlekłą chorobą nerek (Medonet, 2026). Tego rodzaju przekazy nie mają charakteru dowodu naukowego, ale są istotne jako wskaźnik dostrzegania społecznego problemu oraz rosnącej legitymizacji zmiany.

Dwie perspektywy: Moore oraz Buchanan i Tullock

Przypadek wdrożenia HDF można analizować z co najmniej dwóch perspektyw teoretycznych. Pierwszą wyznacza koncepcja wartości publicznej Marka Moore’a. Drugą — logika działania zbiorowego obecna w pracy Jamesa Buchanana i Gordona Tullocka.

Moore przypomina, że wartość publiczna nie jest ani deklaracją intencji, ani prostym moralnym uzasadnieniem działania. Powstaje wtedy, gdy organizacja wytwarza efekty istotne społecznie, działa w warunkach legitymizacji i wsparcia oraz posiada zdolność operacyjną do realizacji swoich celów (Moore, 1995; Moore, 2013). Z perspektywy ochrony zdrowia jest to ujęcie wyjątkowo użyteczne, ponieważ pozwala uniknąć fałszywej alternatywy między etyką a zarządzaniem. Dobra intencja bez zdolności wykonawczej nie tworzy wartości. Również sprawność operacyjna pozbawiona celu istotnego społecznie nie może rościć sobie prawa do miana dobra publicznego.

Jeżeli spojrzeć na HDF przez ten pryzmat, to pytanie o jej znaczenie nie sprowadza się do oceny samej technologii. Istotne jest raczej to, czy organizacja potrafi przekształcić potencjał kliniczny tej metody w trwały i wiarygodny standard leczenia. Wartość publiczna nie powstaje wraz z zakupem aparatu ani wraz z formalnym uruchomieniem procedury i jej rozliczeniem z publicznym płatnikiem. Powstaje dopiero wtedy, gdy terapia jest dostępna dla właściwie kwalifikowanych pacjentów, wykonywana w odpowiednim standardzie, monitorowana i rzeczywiście przekłada się na lepsze wyniki oraz lepsze doświadczenie opieki.

Jednocześnie taka analiza byłaby niepełna bez drugiej perspektywy. Buchanan i Tullock nie pisali rzecz jasna o sieciach stacji dializ ani o standardach jakości hemodiafiltracji. Ich propozycja ma jednak znaczenie interpretacyjne. Pokazuje bowiem, że działanie zbiorowe nie rodzi się automatycznie z samej wspólnoty wartości. Wymaga raczej reguł i zasad, które ograniczają koszty dochodzenia do decyzji oraz zmniejszają ryzyko chaosu wynikającego z rozproszenia działań i odpowiedzialności (Buchanan i Tullock, 1962).

Same reguły nie przesądzają jednak jeszcze o wartości działań. Mogą zmniejszać chaos decyzyjny i umożliwiać współdziałanie, ale mogą również stabilizować przewagę tych graczy, którzy potrafią skuteczniej przechwytywać korzyści z określonego porządku instytucjonalnego. Tę „ciemniejszą” stronę kalkulacji organizacyjnej dobrze pokazuje Tullock, analizując koszty społeczne działań nakierowanych na utrzymanie uprzywilejowanej pozycji organizacji (Tullock, 1967). Dlatego w ochronie zdrowia zasadnicze pytanie brzmi nie tylko, czy istnieje reguła, ale czemu ona służy. Dopiero wtedy, gdy wspólny standard kieruje zasoby i decyzje ku realnej korzyści pacjenta, kalkulacja organizacyjna przestaje być prostym rachunkiem sprawności, a staje się narzędziem tworzenia wartości publicznej. To właśnie ta zasada — uwzględnienie rzeczywistych potrzeb drugiej strony, a nie tylko własnej wygody administrującego — odróżnia, w duchu Wicksteedowskiej intuicji, regułę tworzącą wartość od reguły, która jedynie pozoruje służbę pacjentowi (Wicksteed, 1910).

W tym sensie wdrożenie HDF można interpretować jako próbę ustanowienia wspólnej reguły działania, która nie tylko porządkuje wybory kliniczne i organizacyjne, lecz także kierunkuje je ku korzyści pacjenta. Nie jest to oczywiście dosłowny opis proponowany przez Buchanana i Tullocka (1962), lecz uprawnione zastosowanie ich logiki do współczesnych realiów organizacji medycznej. Tam, gdzie każdy ośrodek, każdy zespół i każdy decydent działa według własnej praktyki, rośnie koszt niespójności. Tam natomiast, gdzie organizacja buduje wspólny standard podporządkowany wartości zdrowotnej, zmniejsza się cena rozproszenia decyzji, a rośnie zdolność do działania na odpowiednią skalę.

Wdrożenie jako wybór standardu

W tym właśnie miejscu przypadek DaVita Polska nabiera szczególnego znaczenia. Nie jest to jedynie opowieść o implementacji nowego rozwiązania technologicznego. Jest to raczej przykład świadomego wyboru standardu, który wymaga od organizacji większego wysiłku inwestycyjnego i operacyjnego, ale jest podejmowany w przekonaniu, że może prowadzić do większej wartości zdrowotnej dla pacjentów.

Każda taka decyzja ma podwójny charakter. Z jednej strony dotyczy zasobów – zakupu i wymiany urządzeń, przygotowania infrastruktury, szkoleń, dostosowania dokumentacji, zmian w systemie gabinetowym, budowy mechanizmów raportowania i jakościowego nadzoru nad przebiegiem zabiegów. Z drugiej strony jest to decyzja normatywna — odpowiedź na pytanie, co organizacja uznaje za warte szczególnego zaangażowania. W tym sensie nie chodzi wyłącznie o organizacyjną transakcję — zakup technologii, rozliczenie procedury czy optymalizację procesu. Chodzi raczej o przewartościowanie standardu działania i uznanie, że określony sposób leczenia powinien stać się punktem odniesienia dla decyzji klinicznych, inwestycyjnych i operacyjnych. Dopiero wtedy wdrożenie technologii przestaje być prostą adaptacją do dostępnych możliwości, a staje się zmianą tego, co organizacja uważa za należną jakość opieki.

W tym sensie wdrażanie high-volume HDF nie jest jedynie reakcją na zewnętrzne bodźce, lecz także wyrazem określonej kultury odpowiedzialności. Jeżeli dostępne dowody wskazują na możliwość uzyskania lepszych efektów zdrowotnych, organizacja może ograniczyć się do minimum albo przyjąć bardziej ambitny punkt odniesienia. Wybór drugiej drogi oznacza, że rachunek operacyjny zostaje podporządkowany idei poprawy standardu opieki (Vernooij i wsp., 2024; Guimarães i wsp., 2024).

Tutaj właśnie spotykają się obie przywołane perspektywy. Z punktu widzenia Moore’a mamy do czynienia z próbą tworzenia wartości publicznej przez poprawę wyników leczenia, odpowiedzialne użycie zasobów i budowę bardziej sprawiedliwego dostępu do terapii. Z perspektywy Buchanana i Tullocka ten sam ruch można interpretować jako ustanowienie wspólnej reguły organizacyjnej, która ogranicza koszty rozproszenia decyzji i wzmacnia spójność działania całej sieci.

Kliniczne przywództwo jako zdolność organizacyjna

Tak rozumiana zmiana nie może zostać sprowadzona do roli jednej osoby, choć z pewnością wymaga wyrazistego kierunku. Właściwsze wydaje się tu pojęcie klinicznego przywództwa rozumianego jako zdolność organizacji do przełożenia wiedzy medycznej na standard działania.

W przypadku HDF nie wystarczy bowiem uznać terapii za wartościową. Trzeba jeszcze zdefiniować, co w praktyce oznacza leczenie dobrej jakości, jakie parametry zabiegu mają status docelowy, jak ma być organizowany nadzór nad ich osiąganiem oraz jak odróżnić formalne wdrożenie procedury od rzeczywistego standardu klinicznego i dbałości o jego utrzymanie.

Właśnie tutaj kliniczne przywództwo zyskuje swój najważniejszy wymiar. Oznacza zdolność do wyznaczania celów jakościowych, tworzenia systemu monitorowania, raportowania wydajności zabiegów, śledzenia objętości konwekcji, analizy wskaźników jakości oraz organizowania procesu uczenia się całej sieci. W tym sensie wdrożenie HDF dobrze wpisuje się w szersze rozumienie efektywności organizacyjnej, w którym liczy się nie tylko kontrola i standaryzacja, ale także adaptacja, uczenie się, spójność wewnętrzna i orientacja na wynik (Quinn i Rohrbaugh, 1981; Quinn i Rohrbaugh, 1983). Obejmuje również dostosowanie dokumentacji i narzędzi informatycznych do wymagań nowego modelu leczenia. Bez takiej architektury HDF może pozostać terapią dostępną, ale niekoniecznie prowadzoną jako spójny standard z wymierną korzyścią kliniczną.

W języku Moore’a jest to nic innego jak budowanie zdolności operacyjnej (Moore, 1995). W języku praktyki klinicznej chodzi jednak o rzecz bardzo konkretną – o stworzenie takich warunków, w których to, co organizacja uznaje za klinicznie zasadne, może być konsekwentnie wykonywane, mierzone i doskonalone.

Poziom stacji dializ: miejsce, w którym rozstrzyga się wiarygodność zmiany

Każda duża, rozproszona organizacja posiada dwa poziomy prawdy o własnym działaniu. Pierwszy jest poziomem strategii, drugi — poziomem wykonania. To, co na poziomie całej sieci przyjmuje postać modelu klinicznego, na poziomie pojedynczej stacji dializ staje się albo realną praktyką, albo jedynie dobrze brzmiącą deklaracją.

Z tego powodu szczególna rola przypada kierownictwu stacji dializ. Nie są oni jedynie „przekaźnikami” standardu. To oni nadają mu praktyczny kształt w warunkach codziennej pracy zespołu. Organizują proces leczenia wokół nowych wymagań, dbają o jakość wykonania zabiegów, wspierają kwalifikację pacjentów, nadzorują dyscyplinę monitorowania parametrów i najwcześniej rozpoznają miejsca, w których standard wymaga doprecyzowania albo wsparcia szkoleniowego. Są odpowiedzialni za realizację działań klinicznych zgodnie z założeniami warunkującymi korzyści dla chorych.

To rozróżnienie jest ważne także z punktu widzenia wartości publicznej. Sama decyzja organizacyjna nie tworzy jeszcze wartości. Tworzy jedynie warunki, w których wartość może się pojawić. O tym, czy rzeczywiście się pojawi, rozstrzyga jakość lokalnego wykonania – trafność kwalifikacji, zgodność zabiegu ze standardem, rzetelność pomiaru, kultura omawiania wyników klinicznych i gotowość do korekty praktyki. Innymi słowy, dopiero tam, gdzie standard zostaje wcielony w codzienność, organizacyjna ambicja staje się dobrem odczuwalnym przez pacjenta.

Legitymizacja i zaufanie

Wartość publiczna nie istnieje w próżni. Wymaga legitymizacji, a więc uznania, że określony kierunek działania jest nie tylko technicznie możliwy, ale również społecznie i profesjonalnie uzasadniony. W przypadku HDF legitymizacja ma kilka poziomów.

Pierwszy ma charakter naukowy i profesjonalny – opiera się na danych klinicznych oraz na gotowości środowiska do uznania, że metoda zasługuje na poważne traktowanie jako element poprawy jakości dializoterapii (Vernooij i wsp., 2024; Guimarães i wsp., 2024). Drugi dotyczy samej organizacji i jej zdolności do uzyskania wewnętrznego poparcia dla bardziej wymagającego modelu pracy. Trzeci wreszcie — najistotniejszy z perspektywy etycznej — dotyczy pacjenta.

Pacjent nie jest biernym odbiorcą procedury. Musi rozumieć sens proponowanej zmiany, możliwe korzyści i warunki skuteczności terapii. Zaufanie do organizacji, lekarza i zespołu pielęgniarskiego nie jest tu dodatkiem do procesu wdrożeniowego, lecz jego częścią. Bez tej relacji nawet dobrze uzasadniona zmiana może pozostać zewnętrzna wobec doświadczenia chorego.

Kiedy kalkulacja staje się wartością publiczną

Najciekawsze pytanie nie dotyczy więc tego, czy mamy do czynienia z kalkulacją, czy z wartością. W ochronie zdrowia jedno i drugie jest niezbędne. Pomocna jest tu intuicja obecna już u Wicksteeda, że działanie ekonomiczne nie musi być redukowane do egoistycznej wymiany, lecz może być rozumiane szerzej — jako racjonalne porządkowanie środków wobec celów uznanych za ważne (Wicksteed, 1910). Pytanie dotyczy raczej momentu, w którym kalkulacja organizacyjna przestaje być wyłącznie narzędziem sprawności, a zaczyna tworzyć wartość publiczną.

Dzieje się tak wtedy, gdy rachunek zasobów, procesów i jakości zostaje podporządkowany poprawie wyniku zdrowotnego, a nie jedynie sprawności samej organizacji. W tym momencie kalkulacja przestaje być wyłącznie narzędziem optymalizacji, a staje się mechanizmem przewartościowania praktyki: pozwala organizacji przesunąć granicę tego, co uznaje za właściwy standard opieki. Wdrożenie nie kończy się na formalnym uruchomieniu procedury, lecz prowadzi do trwałej zmiany standardu opieki. Wreszcie, dzieje się tak również wtedy, gdy organizacja potrafi utrzymać jakość, uczyć się na podstawie danych i konsekwentnie poszerzać dostęp do terapii dla tych pacjentów, którzy mogą z niej odnieść korzyść.

W przypadku HDF oznacza to przejście od logiki wyjątku do logiki jakości. Nie chodzi już o samą obecność technologii w systemie, lecz o zdolność organizacji do uczynienia z niej świadomie rozwijanego dobra klinicznego.

Prywatna organizacja, publiczna funkcja

Przypadek DaVita Polska pokazuje także, że debata o wartości publicznej w ochronie zdrowia nie powinna być zamykana w prostym przeciwstawieniu sektora publicznego i prywatnego. Sama forma własności nie rozstrzyga jeszcze o tym, czy organizacja współtworzy dobro wspólne. Decydujące jest raczej to, czy działa wobec publicznie istotnego problemu, czy umie uzasadnić swoje cele w kategoriach wspólnego dobra i czy buduje zdolność do dostarczania realnych korzyści zdrowotnych (Moore, 1995; Moore, 2013).

W dializoterapii widać to wyjątkowo wyraźnie. Pacjent nie doświadcza systemu jako struktury własnościowej, lecz jako konkretnej jakości leczenia. Jeżeli organizacja prywatna działająca w systemie publicznym podnosi standard terapii, rozszerza dostęp do rozwiązania o wyższej oczekiwanej wartości zdrowotnej i buduje kulturę odpowiedzialności za wynik, to współtworzy wartość publiczną niezależnie od swojego statusu właścicielskiego.

Podsumowanie

Wdrożenie high-volume HDF w sieci stacji dializ można zatem rozumieć jednocześnie jako racjonalną kalkulację organizacyjną i jako próbę tworzenia wartości publicznej. Nie ma w tym sprzeczności. Przeciwnie — dojrzałość organizacyjna polega właśnie na tym, aby rachunek operacyjny, inwestycyjny i jakościowy podporządkować poprawie wyniku zdrowotnego, bardziej sprawiedliwemu dostępowi i większej odpowiedzialności za pacjenta.

Na poziomie całej sieci decydujące znaczenie ma kliniczne przywództwo, które wyznacza kierunek leczenia, buduje standard, organizuje nadzór nad jakością i osadza zmianę w mierzalnych celach klinicznych oraz jakościowych. Na poziomie stacji dializ ten kierunek zostaje przełożony na codzienną praktykę — kwalifikację pacjentów, jakość wykonania zabiegów, monitorowanie parametrów i kulturę ciągłego doskonalenia.

Dopiero współdziałanie tych dwóch poziomów sprawia, że technologia przestaje być jedynie zasobem organizacji, a staje się narzędziem realnej poprawy opieki. W tym sensie HDF w DaVita Polska jest czymś więcej niż wdrożeniem technologii. Jest przykładem tego, jak decyzja zarządcza może stać się praktyką dobra wspólnego.

Literatura

Buchanan, J. M., & Tullock, G. (1962). The Calculus of Consent: Logical Foundations of Constitutional Democracy. University of Michigan Press.

Guimarães, M. G. M., Tapioca, F. P. M., dos Santos, N. R., Ferreira, F. P. do C. T., Passos, L. C. S., & Rocha, P. N. (2024). Hemodiafiltration versus Hemodialysis in End-Stage Kidney Disease: A Systematic Review and Meta-Analysis. Kidney Medicine, 6(6), 100829. https://doi.org/10.1016/j.xkme.2024.100829

Medonet. (2026, 25 lutego). Choruje nawet 5 mln Polaków. Teraz dostaną nowoczesną terapię. https://www.medonet.pl/biznes-system-i-zdrowie/trendy-w-ochronie-zdrowia/zmiany-w-dializoterapii-nadchodza-maja-realnie-poprawic-leczenie-pacjentow/ds5vh14

Moore, M. H. (1995). Creating Public Value: Strategic Management in Government. Harvard University Press.

Moore, M. H. (2013). Recognizing Public Value. Harvard University Press.

Quinn, R. E., & Rohrbaugh, J. (1981). A competing values approach to organizational effectiveness. Public Productivity Review, 5(2), 122–140.

Quinn, R. E., & Rohrbaugh, J. (1983). A spatial model of effectiveness criteria: Towards a competing values approach to organizational analysis. Management Science, 29(3), 363–377.

Tullock, G. (1967). The welfare costs of tariffs, monopolies, and theft. Western Economic Journal, 5(3), 224–232.

Vernooij, R. W. M., Hockham, C., Strippoli, G., Green, S., Hegbrant, J., Davenport, A., et al. (2024). Haemodiafiltration versus Haemodialysis for Kidney Failure: An Individual Patient Data Meta-Analysis of Randomised Controlled Trials. The Lancet, 404, 1742–1749. https://doi.org/10.1016/S0140-6736(24)01859-2

Wicksteed, P. H. (1910). The Common Sense of Political Economy. Macmillan.

Dobro wspólne a interes jednostki w funkcjonowaniu podmiotów leczniczych finansowanych ze środków publicznych na przykładzie inwestycji strukturalnych

Piron Guillaume (Unsplash)

Gabriela Moczeniat, Robert Mołdach

Fot. Piron Guillaume (Unsplash)

Wprowadzenie

Jednym z najtrudniejszych zagadnień w zarządzaniu ochroną zdrowia jest pogodzenie dobra wspólnego z uzasadnionymi interesami poszczególnych uczestników systemu. Problem ten szczególnie uwidacznia się w działalności podmiotów leczniczych realizujących świadczenia finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Funkcjonowanie takich jednostek wymaga jednoczesnego uwzględnienia potrzeb pacjentów, oczekiwań personelu medycznego, interesów kontrahentów i dostawców, obowiązków wobec instytucji publicznych oraz konieczności zachowania stabilności ekonomicznej samego podmiotu. Dobro wspólne w ochronie zdrowia oznacza przede wszystkim zapewnienie społeczeństwu możliwie szerokiego i równego dostępu do świadczeń zdrowotnych. Jest ono realizowane poprzez tworzenie nowoczesnej infrastruktury medycznej, rozwój kadry, inwestowanie w sprzęt oraz organizację leczenia umożliwiającą objęcie opieką jak największej liczby pacjentów. Jednocześnie dobro wspólne nie może istnieć bez stabilnych ekonomicznie podmiotów leczniczych. Nawet najlepiej wyposażony szpital nie będzie w stanie realizować swojej misji, jeżeli utraci zdolność do finansowania bieżącej działalności.

Instytucjonalne warunki materializacji dobra wspólnego

Analizę tego zagadnienia warto osadzić w dwóch komplementarnych nurtach teorii zarządzania publicznego, które odpowiadają na pytanie, kiedy dobro wspólne w sektorze publicznym rzeczywiście się materializuje, a kiedy – mimo najlepszych intencji regulatora – przegrywa z interesem partykularnym.

Mark H. Moore (1995) osadza warunki sukcesu dobra wspólnego w koncepcji trójkąta strategicznego. Wartość publiczna – w tym wypadku powszechny i realizowany na czas dostęp do świadczeń zdrowotnych – materializuje się wyłącznie wtedy, gdy trzy następujące elementy pozostają ze sobą w równowadze: sama wartość, czyli kolektywnie cenione rezultaty, które organizacja publiczna ma dostarczyć; legitymizacja i wsparcie otoczenia politycznego oraz społecznego dla tego zadania; oraz potencjał wykonawczy, czyli rzeczywista zdolność organizacji do jego wykonania. Z tym ujęciu choć inwestycja infrastrukturalna buduje potencjał operacyjny podmiotu leczniczego, to bez legitymizacji w postaci stabilnego, przewidywalnego finansowania świadczeń przez płatnika publicznego – a więc bez drugiego wierzchołka trójkąta – potencjał ten pozostaje niewykorzystany, a wartość publiczna, dla której inwestycję poczyniono, się nie materializuje. W przypadku rozwoju infrastruktury ochrony zdrowia dobro wspólne wygrywa więc wtedy, gdy inwestycja i finansowanie bieżące są programowane łącznie, jako jeden akt zarządczy, a nie jako dwa niezależne od siebie strumienie decyzyjne.

James M. Buchanan (1967) w ramach teorii wyboru publicznego tłumaczy natomiast systemowe przyczyny, dla których dobro wspólne w planowaniu publicznym systematycznie przegrywa z interesem partykularnym – nawet bez złej woli żadnego z aktorów. Kluczowym pojęciem jest tu iluzja fiskalna (Puviani, 1903, za: Buchanan, 1967) – koncepcja włoskiego ekonomisty i prawnika Amilcare Puviania, którą Buchanan przywołał i spopularyzował w anglojęzycznej literaturze: wyborcy i politycy systematycznie przeceniają korzyści z wydatków, które są widoczne i skonkretyzowane, jak np. nowy budynek szpitala, nowa sala operacyjna, sprzęt diagnostyczny. Nie doceniają natomiast znaczenia wydatków rozproszonych w czasie i niewidocznych politycznie, takich jak wieloletnie, stabilne finansowanie bieżącej działalności leczniczej. Inwestycja kapitałowa realizowana ze środków publicznych daje politykowi możliwość przypisania sobie zasług w tym jednym uroczystym momencie przecięcia wstęgi w błyskach fleszy. Finansowanie świadczeń przez kolejne lata takiej możliwości nie daje – jest z perspektywy politycznej niewidoczne, mimo że to od niego, nie od samego budynku, zależy, czy dobro wspólne rzeczywiście dotrze do pacjenta. Ta asymetria bodźców tłumaczy, dlaczego kolejne rządy chętnie finansują nowe oddziały i aparaturę, a rzadziej podejmują równie trudną decyzję o proporcjonalnym, przewidywalnym zwiększeniu budżetu płatnika publicznego na utrzymanie tego potencjału. Wpływ na to ma także fakt, że inwestycje publiczne w ochronie zdrowia są często realizowane z niezależnych od bieżącej działalności medycznej kopert finansowych, jak środki polityki spójności Unii Europejskiej, Rządowego Funduszu Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych czy Funduszu Medycznego. Dzięki temu politycy mogą generować widoczne „sukcesy” bez ponoszenia politycznego kosztu zwiększania wydatków bieżących płatnika publicznego, co pogłębia opisaną przez Buchanana asymetrię bodźców.

Zestawienie perspektyw Moore’a i Buchanana pozwala sformułować empiryczną predykcję, którą dalsza część artykułu w pełni potwierdza: dopóki decyzje inwestycyjne i decyzje o finansowaniu świadczeń pozostają zakorzenione w odrębnych procesach politycznych, kierujących się różnymi logikami widoczności i rozliczalności, dopóty nawet najbardziej dopracowane instrumenty koordynacyjne nie są w stanie w pełni usunąć powstającego między nimi rozdźwięku.

Od inwestycji do konfliktu interesów: mechanizm powstawania napięć

W ostatnich latach znacząca część inwestycji w ochronę zdrowia została sfinansowana ze środków publicznych, w tym środków pochodzących z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Dzięki temu wiele podmiotów leczniczych uzyskało możliwość stworzenia nowoczesnych oddziałów, zakupu wysokospecjalistycznej aparatury oraz poprawy warunków leczenia pacjentów. Celem tych inwestycji było zwiększenie potencjału publicznego systemu ochrony zdrowia oraz poprawa dostępności świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Działania infrastrukturalne są jednak jedynie pierwszym etapem realizacji tego celu. Równie istotne jest zapewnienie odpowiedniego finansowania działalności bieżącej. Sam budynek, nowoczesne sale operacyjne czy kosztowna aparatura medyczna nie leczą pacjentów. Leczenie wymaga codziennego finansowania wynagrodzeń personelu, zakupu leków, materiałów jednorazowych, wyrobów medycznych, serwisowania urządzeń, utrzymania infrastruktury oraz pokrywania kosztów funkcjonowania oddziałów. Dopiero połączenie nowoczesnej infrastruktury z przewidywalnym finansowaniem świadczeń pozwala osiągnąć cel, dla którego środki publiczne zostały przeznaczone.

W praktyce coraz częściej dochodzi jednak do sytuacji, w której pomiędzy inwestycjami infrastrukturalnymi a finansowaniem świadczeń pojawia się istotna dysproporcja. Podmioty lecznicze wykonują świadczenia zdrowotne odpowiadające rzeczywistym potrzebom zdrowotnym społeczeństwa, jednak znaczna część z nich przekracza limity finansowania przewidziane w zawartych umowach z NFZ. Jednocześnie zdarzają się opóźnienia w rozliczaniu świadczeń nielimitowanych lub innych świadczeń, które zgodnie z obowiązującymi zasadami powinny zostać sfinansowane przez płatnika publicznego niezwłocznie. W efekcie koszty leczenia ponoszone są przez podmiot leczniczy, natomiast środki finansowe nie wpływają w terminie lub nie wpływają w pełnej wysokości. Powoduje to zachwianie płynności finansowej, mimo że świadczenia zostały wykonane zgodnie z obowiązującymi przepisami i z rzeczywistą potrzebą zdrowotną pacjentów.

Konsekwencje takiej sytuacji odczuwają wszyscy uczestnicy systemu. Dostawcy oczekują terminowej zapłaty za leki, sprzęt oraz materiały medyczne. Kontrahenci świadczący usługi na rzecz szpitali również funkcjonują w realiach gospodarki rynkowej i muszą regulować własne zobowiązania nie otrzymując należności od szpitali w terminie. Lekarze oraz pozostali pracownicy również oczekują terminowego wynagrodzenia za swoją pracę. Z drugiej strony zarządzający podmiotem leczniczym ponoszą odpowiedzialność za zachowanie ciągłości funkcjonowania całej placówki oraz bezpieczeństwo zdrowotne tysięcy pacjentów. W efekcie bieżąca działalność finansowana jest ze środków pożyczonych, których ciężar spoczywa na zarządzających. Powstaje wówczas klasyczny konflikt pomiędzy dobrem wspólnym a interesem jednostki. Z perspektywy pojedynczego lekarza, pracownika czy kontrahenta najważniejsze jest terminowe wykonanie zobowiązań przez podmiot leczniczy. Z perspektywy zarządzających nadrzędnym obowiązkiem pozostaje jednak utrzymanie funkcjonowania całej organizacji. W sytuacji ograniczonych środków finansowych każda decyzja oznacza konieczność wyboru pomiędzy równie ważnymi wartościami.

Wymiar europejski i dylematy zarządzających

Jeszcze bardziej złożony charakter przybiera ten problem w przypadku podmiotów korzystających z dofinansowania ze środków europejskich. Warunki finansowania infrastruktury bardzo często zakładają, że powstały potencjał będzie służył przede wszystkim realizacji świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Jednocześnie brak odpowiedniego finansowania tych świadczeń powoduje, że utrzymywanie nowoczesnej infrastruktury wyłącznie w oparciu o środki publiczne staje się ekonomicznie coraz trudniejsze. W praktyce może to prowadzić do paradoksalnej sytuacji. Podmiot leczniczy dysponuje nowoczesnym blokiem operacyjnym, wysokospecjalistycznym sprzętem oraz wykwalifikowanym personelem, jednak nie jest w stanie wykorzystać pełni swojego potencjału z uwagi na ograniczenia finansowania świadczeń. Z jednej strony wykonywanie kolejnych procedur ponad poziom finansowania prowadzi do pogłębiania strat. Z drugiej strony warunki wykorzystania infrastruktury mogą ograniczać możliwość finansowania działalności poprzez zwiększenie udziału świadczeń komercyjnych.

Powstaje w ten sposób istotny konflikt celów publicznych. Państwo inwestuje znaczne środki w rozwój infrastruktury medycznej, oczekując zwiększenia liczby leczonych pacjentów. Jednocześnie niedostateczne lub opóźnione finansowanie wykonywanych świadczeń ogranicza możliwość pełnego wykorzystania tej infrastruktury. W rezultacie nowoczesne oddziały mogą funkcjonować poniżej swoich rzeczywistych możliwości, mimo że zapotrzebowanie społeczne na świadczenia pozostaje wysokie. W takich warunkach część podmiotów leczniczych zmuszona jest do poszukiwania alternatywnych źródeł finansowania. Świadczenia komercyjne nie stanowią wówczas celu działalności ani odejścia od misji publicznej, lecz próbę zachowania płynności finansowej i zabezpieczenia możliwości dalszego leczenia pacjentów. Problem polega jednak na tym, że zwiększenie udziału świadczeń komercyjnych może pozostawać w napięciu z warunkami wykorzystania infrastruktury finansowanej ze środków publicznych. W konsekwencji zarządzający stają przed dylematem, którego nie sposób rozwiązać bez systemowych zmian. Czy wykonywać kolejne świadczenia publiczne bez gwarancji ich sfinansowania, narażając podmiot na pogłębianie strat? Czy ograniczać liczbę przyjmowanych pacjentów, zmniejszając dostępność świadczeń? Czy poszukiwać dodatkowych źródeł finansowania, ryzykując naruszenie założeń programów inwestycyjnych? Każde z tych rozwiązań wiąże się z negatywnymi konsekwencjami.

Dotychczasowe próby systemowej odpowiedzi na ten problem

IOWISZ: ocena celowości bez gwarancji finansowania

Problem mnożenia inwestycji i braku koordynacji nie umknął uwadze prawodawcy, choć kolejne próby jego rozwiązania trafiały raczej w symptomy niż w przyczynę. Żadne z przyjętych rozwiązań legislacyjnych nie podjęło zagadnienia gwarancji finansowania. W świetle przedstawionej wyżej diagnozy Buchanana nie powinno to dziwić. Pierwszym instrumentem, z którym wiązano nadzieje na ograniczenie inwestycji pozbawionych pokrycia w finansowaniu bieżącej działalności, był Instrument Oceny Wniosków Inwestycyjnych w Sektorze Zdrowia (IOWISZ), wprowadzony ustawą z dnia 21 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2016, poz. 1355), a następnie rozwinięty kolejną nowelizacją z 12 kwietnia 2018 r. (Dz.U. 2018, poz. 1128), która rozszerzała zakres podmiotowy i przedmiotowy opiniowania. Zamierzeniem systemu było wyeliminowanie chaotycznego rozwoju rynku usług medycznych oraz powiązanie decyzji inwestycyjnych z mapami potrzeb zdrowotnych i priorytetami regionalnej polityki zdrowotnej.

W praktyce IOWISZ nie osiągnął zakładanych celów. Jak wykazała Najwyższa Izba Kontroli w informacji o wynikach kontroli obejmującej lata 2018–2023 (NIK, 2024), system nie zapewniał ani gospodarnego wydatkowania środków publicznych, ani dostosowania inwestycji do rzeczywistych potrzeb zdrowotnych. O ograniczonej skuteczności tego instrumentu świadczyło kilka ustaleń kontroli. Dziewięć z dwunastu skontrolowanych podmiotów leczniczych (75%) zrealizowało inwestycje bez poddania ich opiniowaniu. Nieskuteczna okazała się również procedura odwoławcza: po fali protestów Minister Zdrowia zmienił większość negatywnych ocen, w rezultacie czego ostatecznie ponad 90% wniosków uzyskało pozytywną opinię. Nawet w przypadku projektów, które utrzymały ocenę negatywną, badanie ankietowe NIK wykazało, że niemal 27% z nich zostało mimo to zrealizowanych. Wynikało to z faktu, że uzyskanie pozytywnej opinii nie stanowiło formalnego warunku rozpoczęcia inwestycji, choć od 2021 r. jej brak skutkował odrzuceniem oferty świadczeniodawcy w postępowaniach konkursowych NFZ. Dodatkowo spośród ukończonych inwestycji objętych kontrolą tylko jedna została zrealizowana w deklarowanym terminie, a połowa przekroczyła planowany kosztorys o 3,3-40,6%.

Z perspektywy niniejszego artykułu najistotniejsze jest jednak inne ustalenie kontroli. NIK udokumentowała przypadek Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Janusza Korczaka w Słupsku, w którym pozytywna opinia Wojewody Pomorskiego o celowości inwestycji nie przełożyła się na możliwość jej wykorzystania zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem. Ponieważ NFZ nie ogłosił postępowania w sprawie zawarcia umów na udzielanie świadczeń w nowej lokalizacji, zarząd szpitala – nie mając pewności co do przyszłego finansowania – zdecydował się ostatecznie przekształcić placówkę w oddział leczenia uzdrowiskowego (NIK, 2024).

Przypadek ten ma znaczenie wykraczające poza losy pojedynczej inwestycji. Stanowi empiryczną ilustrację mechanizmu opisanego wcześniej na gruncie teorii Moore’a i Buchanana: pozytywna ocena celowości inwestycji nie tworzy zobowiązania do finansowania świadczeń przez płatnika publicznego, ponieważ obie decyzje zapadają w odrębnych procesach instytucjonalnych. W rezultacie nawet prawidłowo zaplanowana i zrealizowana inwestycja może nie doprowadzić do materializacji wartości publicznej, dla której została podjęta. Znamienne, że sama Najwyższa Izba Kontroli, formułując w 2024 r. wnioski de lege ferenda, zaproponowała ustanowienie w ustawie o świadczeniach zobowiązania płatnika publicznego do zawarcia lub zmiany umowy na udzielanie świadczeń zdrowotnych w zakresie wynikającym z pozytywnej opinii o celowości inwestycji, niezwłocznie po jej zakończeniu zgodnie z wnioskiem (NIK, 2024), a więc rozwiązanie w istocie tożsame z postulatem promesy inwestycyjnej, formułowanym w środowisku eksperckim już pięć lat wcześniej (Mołdach, 2019).

Mapy potrzeb zdrowotnych i portal Zdrowe Dane

Równolegle z systemem IOWISZ rozwijano narzędzie diagnostyczne w postaci map potrzeb zdrowotnych, wprowadzonych tą samą nowelizacją z 2016 r. jako jedną z merytorycznych podstaw procesu opiniowania inwestycji. Początkowo publikowane jako wielostronicowe dokumenty – mapy w zakresie lecznictwa szpitalnego (opublikowane w 2016 i 2018 r.), mapy onkologiczne i kardiologiczne (2015 i 2017 r.) oraz mapy dla trzydziestu grup chorób (2017 i 2018 r.). Mapy potrzeb zdrowotnych w postaci statycznych dokumentów od 2019 r. zostały przekształcone w interaktywną platformę cyfrową funkcjonującą w ramach Bazy Analiz Systemowych i Wdrożeniowych (BASiW), której kulminacją stała się zintegrowana mapa potrzeb zdrowotnych na lata 2022-2026, łącząca mapy ustawowe z mapami dla poszczególnych grup chorób (Ministerstwo Zdrowia, b.d.). Rozwój ten poprawił dostępność i aktualność danych, nie usunął jednak zasadniczej słabości całej konstrukcji: mapy pozostają narzędziem diagnozy potrzeb i prognozy popytu, nie instrumentem wiążącym stronę inwestycyjną ze stroną finansowania świadczeń.

Kolejnym krokiem w budowie infrastruktury informacyjnej systemu był portal Zdrowe Dane, uruchomiony przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ, b.d.) jako platforma prezentująca dane rozliczeniowe, wskaźniki jakości oraz raporty okolicznościowe, monitorujące i cykliczne. Publikacja wskaźników jakości opieki zdrowotnej była jednym z kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy, co samo w sobie pokazuje, w jakim stopniu transparentność danych systemowych stała się przedmiotem zewnętrznej, unijnej warunkowości, a nie wewnętrznej potrzeby zarządczej państwa. Problem w tym, że – jak przyznaje dyrektor Departamentu Analiz, Monitorowania Jakości i Optymalizacji Świadczeń NFZ – dane te pozostają „suchymi” wskaźnikami, trudnymi do jednoznacznej interpretacji bez dobrych rejestrów medycznych uzupełniających dane rozliczeniowe, a ich odczyt bywa wręcz paradoksalny, gdy na przykład najwyższy odsetek powikłań zakrzepowo-zatorowych odnotowuje się w ośrodkach referencyjnych wyspecjalizowanych w ich leczeniu, a nie tam, gdzie jakość opieki jest w istocie najniższa (Klinger i Szczepańska, 2025). Co ważniejsze z perspektywy zarządczej, dane te pojawiają się ze zbyt dużym opóźnieniem, by mogły służyć bieżącemu zarządzaniu inwestycją czy kontraktem – stanowią rejestr historyczny, nie narzędzie predykcyjne.

Warto na tym tle zauważyć, że druga edycja map potrzeb zdrowotnych zawierała profilowanie świadczeniodawców z wykorzystaniem charakterystyki leczonej populacji. Rozwiązanie to nie było jednak kontynuowane w późniejszych wersjach systemu ze względu na krytykę ograniczeń sprawozdawczości NFZ, która utrudniała pełne mapowanie rzeczywistych czynników ryzyka klinicznego. Zaprzestanie rozwoju tej funkcjonalności istotnie dziś ogranicza ocenę celowości inwestycji z perspektywy jakości klinicznej uzyskiwanej przez podmiot wnioskujący o środki publiczne i nie sprzyja temu by pozytywną ocenę powiązać z kontraktowaniem świadczeń.

Promesa inwestycyjna i Komitet Sterujący

Postulatem od lat formułowanym przez środowisko eksperckie było wprowadzenie tzw. promesy inwestycyjnej – mechanizmu wiążącego pozytywną opinię o celowości inwestycji z gwarancją odpowiadającego jej finansowania świadczeń przez płatnika publicznego. W ekspertyzie przygotowanej w 2019 r. na zlecenie Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej Komisji Europejskiej, poświęconej koordynacji inwestycji współfinansowanych ze środków europejskich w polskim sektorze zdrowia, postulat ten sformułowano wprost: jeśli w ustawowym procesie oceny inwestycji NFZ wydaje opinię pozytywną, powinno to oznaczać także wzięcie przez fundusz odpowiedzialności za zapewnienie finansowania planowanych w ramach inwestycji świadczeń; jeśli NFZ nie widziałby celowości inwestycji lub nie miał pewności co do możliwości jej finansowania, powinien bezwzględnie wydać opinię negatywną (Mołdach, 2019). Postulat ten, mimo wielokrotnego powracania do niego w kolejnych dyskusjach eksperckich, nie został wdrożony do systemu prawnego nawet wtedy, gdy nie sformułowała go samodzielnie, w niemal identycznym brzmieniu, Najwyższa Izba Kontroli pięć lat później (NIK, 2024).

Ta sama ekspertyza zwracała uwagę na rolę Komitetu Sterującego do spraw koordynacji interwencji Europejskich Funduszy Strukturalnych i Inwestycyjnych w sektorze zdrowia, powołanego decyzją nr 19 Ministra Infrastruktury i Rozwoju z dnia 9 lipca 2015 r. jako podkomitetu do spraw zdrowia na lata 2014-2020 (Mołdach, 2019). Zamierzeniem było, by komitet ten pełnił funkcję nadrzędną wobec pojedynczych decyzji inwestycyjnych, zapewniając spójność całego procesu programowania środków wspólnotowych. W praktyce – podobnie jak w przypadku systemu IOWISZ – komitet nie uzyskał odpowiedniego miejsca w strukturze procesu decyzyjnego: zatwierdzał plany działań przygotowane już wcześniej przez instytucje zarządzające, zamiast wyznaczać dla nich ramy na etapie poprzedzającym decyzje, przez co jego funkcja koordynacyjna pozostała w dużej mierze fasadowa (Mołdach, 2019). Z perspektywy niniejszych rozważań manifestowały się w nim zjawiska przewagi partykularnych interesów opisane przez Buchanana w ramach teorii wyboru publicznego oraz przez Puvianiego pod kątem marketingu politycznego.

Kamienie milowe: od KPO do perspektywy 2028-2034

Najnowszą odsłoną tej samej logiki instrumentu – inwestycji warunkowanej spełnieniem określonych kryteriów instytucjonalnych, nie tylko rzeczowych – są kamienie milowe Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, które po raz pierwszy powiązały wypłatę środków inwestycyjnych nie tylko z realizacją zakresu rzeczowego, lecz również z wdrożeniem konkretnych reform systemowych. Ten sam mechanizm, oparty na wynikach, a nie na koszcie czy działaniach, ma zostać powielony w architekturze Krajowych i Regionalnych Planów Partnerstwa, przewidzianych w unijnej perspektywie finansowej 2028-2034 (Komisja Europejska, 2025). Trudno dziś przesądzać, czy nowa generacja kamieni milowych okaże się skuteczniejsza niż IOWISZ, mapy potrzeb zdrowotnych czy Komitet Sterujący w rozwiązywaniu konfliktu między inwestycją a finansowaniem świadczeń opisanego w niniejszym artykule, jednak warte jest to obserwowania.

Perspektywa Buchanana pozwala sformułować w tym wypadku ostrożną prognozę. Wszystkie dotychczasowe instrumenty dzieliła jedna wspólna słabość: żaden z nich nie zmieniał politycznej ekonomii decyzji inwestycyjnej i decyzji o finansowaniu bieżącym jako dwóch odrębnych aktów, rządzących się odmienną logiką rozliczalności. Żaden nie mierzył się też wprost z permanentnym niedofinansowaniem Narodowego Funduszu Zdrowia, które w połączeniu w brakiem efektywności wydatkowania środków publicznych na zdrowie pozostaje przyczyną źródłową opisywanego zjawiska, a nie tylko okolicznością mu towarzyszącą. Dopóki ten strukturalny deficyt finansów i efektywności nie zmieni się, każdy kolejny instrument koordynacyjny – jakkolwiek dopracowany technicznie – będzie musiał się zmierzyć z tym samym ograniczeniem, które osłabiło skuteczność jego poprzedników.

Warunki trwałej materializacji dobra wspólnego

Powracając do zarysowanej na wstępie ramy teoretycznej, to właśnie równoczesne spełnienie wszystkich trzech wierzchołków strategicznego trójkąta Moore’a – uzgodnienia wartości publicznej, uzyskania legitymizacji i zbudowania potencjału operacyjnego – decyduje o tym, czy dobro wspólne w ochronie zdrowia rzeczywiście się materializuje, czy pozostaje deklaracją bez pokrycia. Realizacja tych celów konkuruje z siłą partykularnych interesów opisaną przez Buchanana. W przypadku inwestycji strukturalnych w ochronie zdrowia i finansowania świadczeń ochrony zdrowia z wykorzystaniem infrastruktury z ich pomocą zbudowanej, to napięcie pomięcie pomiędzy dwoma perspektywami Moore’a i Buchanana jest dobrze widoczne.

Dobro wspólne wymaga spojrzenia na system ochrony zdrowia jako całość. Nie wystarczy budować nowych szpitali, wyposażać ich w nowoczesną aparaturę i oczekiwać zwiększenia liczby wykonywanych świadczeń. Konieczne jest również stworzenie stabilnego, przewidywalnego i terminowego systemu finansowania działalności leczniczej. Dopiero wtedy inwestycje publiczne osiągają swój rzeczywisty cel, a infrastruktura medyczna może zostać wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem. W przeciwnym wypadku środki inwestycyjne lepiej wydać na inne cele.

Interes jednostki i dobro wspólne nie powinny być traktowane jako wartości przeciwstawne. Dobro wspólne może być realizowane wyłącznie wtedy, gdy lekarze, pracownicy, dostawcy i kontrahenci funkcjonują w stabilnym otoczeniu ekonomicznym, a podmioty lecznicze posiadają rzeczywiste możliwości wykonywania powierzonych im zadań. Równocześnie interes pojedynczych uczestników systemu nie może prowadzić do działań, które zagrażałyby istnieniu całej organizacji i ograniczały dostęp do świadczeń dla pozostałych pacjentów.

Z perspektywy filozofii prawa i zarządzania ochroną zdrowia dobro wspólne oznacza zatem konieczność poszukiwania równowagi pomiędzy odpowiedzialnością za funkcjonowanie całego systemu a ochroną interesów poszczególnych jego uczestników. Ta równowaga nie powstaje jednak samoistnie. Wymaga instytucjonalnego powiązania decyzji inwestycyjnych z decyzjami o finansowaniu świadczeń. Dopiero wtedy potencjał tworzony przez inwestycje może zostać przekształcony w wartość publiczną odczuwaną przez pacjentów.

Bibliografia

Literatura

Buchanan, J. M. (1967). Public finance in democratic process: Fiscal institutions and individual choice. University of North Carolina Press.

Klinger, K., i Szczepańska, A. (2025, 20 maja). Który szpital lepszy? Paradoks danych o jakości. Wywiad z szefem analiz w NFZ. Rynek Zdrowia. https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Ktory-szpital-lepszy-Paradoks-danych-o-jakosci-Wywiad-z-szefem-analiz-w-NFZ,271652,1.html

Komisja Europejska. (2025). Proposal for a Regulation establishing the European Fund for economic, social and territorial cohesion, agriculture and rural, fisheries and maritime, prosperity and security for the period 2028-2034(COM(2025) 565, 2025/0240(COD)).

Ministerstwo Zdrowia. (b.d.). Rodzaje map. Mapy potrzeb zdrowotnych – Baza Analiz Systemowych i Wdrożeniowych. Pobrano 9 lipca 2026 r. z https://basiw.mz.gov.pl/rodzaje-map/

Mołdach, R. (2019). Wdrażanie Europejskich Funduszy Strukturalnych i Inwestycyjnych (EFSI) w sektorze zdrowia w Polsce – Raport końcowy. Publications Office of the European Union, 2026. https://data.europa.eu/doi/10.2776/9773673.

Moore, M. H. (1995). Creating public value: Strategic management in government. Harvard University Press.

Najwyższa Izba Kontroli. (2024, 3 czerwca). Czy inwestycje w zdrowiu wyjdą nam na zdrowie? Informacja o wynikach kontroli (P/23/046). https://www.nik.gov.pl/najnowsze-informacje-o-wynikach-kontroli/ochrona-zdrowia-inwestycje-system-oceny.html

Narodowy Fundusz Zdrowia. (b.d.). Zdrowe dane. https://ezdrowie.gov.pl/portal/home/zdrowe-dane

Akty prawne

Ustawa z dnia 21 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2016, poz. 1355).

Ustawa z dnia 12 kwietnia 2018 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2018, poz. 1128).

Transformacja opieki nefrologicznej: od reaktywności do zintegrowanej wartości publicznej.

Szymon Brzósko, Robert Mołdach

Tinkelenberg, J Date: 1950-05-16 Providing institution: Universitaire Bibliotheken Leiden

Diagnoza Najwyższej Izby Kontroli

Raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) z 2025 roku ? dotyczący organizacji opieki nad osobami z przewlekłą chorobą nerek (PChN) ? uwidacznia skalę strukturalnych luk, które uniemożliwiają polskiemu systemowi ochrony zdrowia tego obszaru wejście na trajektorię nowoczesnej, planowej, proaktywnej opieki [1]. NIK podkreśliła przede wszystkim:

  • zbyt niski odsetek wczesnych rozpoznań (duża różnica między liczbą osób realnie zdiagnozowanych a populacją epidemiologicznie szacowaną),
  • brak jednolitych ścieżek poostępowania w okresie predializacyjnym,
  • późne kierowanie do nefrologa,
  • wysoki odsetek terapii nerkozastępczej (renal replacement therapy ? RRT) rozpoczynanych w trybie nagłym,
  • nadmierną zależność od czasowych cewników centralnych (central venous catheter ? CVC) przy starcie hemodializoterapii,
  • ograniczony udział dializy otrzewnowej (peritoneal dialysis ? PD) jako metody domowej, a także
  • utrwalone różnice regionalne w dostępności przygotowania do transplantacji.

Raport wskazał na deficyty koordynacji między podstawową opieką zdrowotną a nefrologią, niedostateczną systemową edukację pacjentów, fragmentaryczną cyfryzację (brak interoperacyjnych, spójnych strumieni danych klinicznych i administracyjnych), braki kadrowe oraz brak spójnego zestawu wskaźników jakości klinicznych publicznie raportowanych. W tle pozostaje wysoki ciężar przedwczesnych zgonów i kosztów możliwych do uniknięcia przy optymalnym i wcześniejszym wdrażaniu terapii nefroprotekcyjnych. To nie jest zbiór wypunktowych uchybień ? to raczej obraz systemu zorientowanego, zresztą nieskutecznie, na stadium schyłkowe choroby, a nie na sprawcze sterowanie kontinuum przewlekłej choroby nerek (PChN) od wczesnych faz choroby [1,2].

Trójkąt wartości publicznej diagnostyki i leczenia PChN

W kontekście diagnozy NIK podejście tworzenia wartości publicznej (Public Value) w ujęciu teoretycznym Marka H. Moore?a [3], stanowi ramę metodologiczną nadającą kierunek, który powinien stanowić sens transformacji systemu diagnostyki i leczenia pacjentów chorych na PChN. Rama ta rozpięta jest na trzech wierzchołkach trójkąta strategicznego Moore?a. Pierwszy tworzy zidentyfikowana, uzgodniona wartość publiczna, podzielana przez ogół interesariuszy, beneficjentów, ale także obligatariuszy ponoszących koszt koniecznej transformacji. Drugi wierzchołek stanowi legitymizacja polityczna wartości publicznej ? uznanie jej za znaczący problem społeczno-ekonomiczny, który zasługuje na udzielenie wsparcia finansowego i organizacyjnego ze strony instytucji państwa, niezbędnego do osiągnięcia założonych celów. Trzeci wierzchołek to zdolności wykonawcze po stronie państwa i interesariuszy niezbędne do przekształcenia zamiarów w realne działania w skali zmieniającej status quo.

W tej perspektywie pierwsze pytanie, jakie należy zadać brzmi, czy diagnostyka i leczenie pacjentów dotkniętych PChN stanowi kolektywnie cenioną wartość publiczną. Choć od strony klinicznej odpowiedź wydaje się oczywista, że jak najbardziej, to jednak raport NIK stwierdza: 

W Polsce nie funkcjonowały programy oraz nie opracowano standardów organizacyjnych dotyczących opieki nad pacjentami z przewlekłą chorobą nerek, ukierunkowane szczególnie na wczesne wykrywanie tej choroby.

O ile jeszcze samo funkcjonowanie odpowiednich programów opieki w zakresie PChN można byłoby uważać za element legitymizacji i wsparcia oraz zdolności wykonawczych państwa, to samo opracowanie standardów organizacyjnych jest elementem procesu identyfikacji i uzgadniania wartości publicznej. Jeśli rozwiązanie problemów pacjentów chorych na PChN istotnie stanowiłoby kolektywnie cenioną wartość publiczną, to takie standardy byłby opracowane, uzgodnione w grupach interesariuszy, także tych mających inne spojrzenie na sposób rozwiązania problemu. Przyczyn braku uzgodnienia tych standardów należy szukać w przewadze interesów partykularnych, braku woli politycznej do zmierzenia się z tym wyzwaniem, co składa się na to, co Moore nazywa duchem publicznym (Public Spirit), czyli nieodzowne chęci i entuzjazm obywateli lub interesariuszy do aktywnego wkładu w realizację tak zdefiniowanego celu publicznego. 

Jak należało się spodziewać powyższe zjawiska odbiło się na legitymizacji i wsparciu wartości publicznej. Problemy i ograniczenia wczesnej diagnostyki oraz opieki nad pacjentami z PChN nie zostały bowiem uwzględnione w dokumentach strategicznych państwa. NIK opisuje to następująco. 

Pomimo zdiagnozowania w Mapach Potrzeb Zdrowotnych problemu w zakresie wczesnej diagnostyki PChN i opieki nad pacjentami z tą chorobą, zagadnienia tego nie ujęto w dokumentach strategicznych o zasięgu ogólnokrajowym sporządzanych na podstawie tej Mapy oraz nie wprowadzono standardów organizacyjnych związanych z opieką nad pacjentami z PChN. W Krajowym Planie Transformacji na lata 2022?2026, kwestie chorób nerek zostały ujęte jedynie w kontekście opieki paliatywnej i hospicyjnej, gdzie wskazano, iż zakres jednostek chorobowych uprawniających do leczenia w tym zakresie powinien zostać w pierwszej kolejności rozszerzony o niewydolność serca oraz przewlekłą niewydolność nerek. Nie uwzględniano w nim jednak w wystarczającym stopniu działań profilaktycznych, mających na celu wykrywanie tej choroby w jej wczesnych stadiach. Ponadto zagadnienie chorób nerek zostało ujęte w dokumencie ?Zdrowa Przyszłość. Ramy strategiczne rozwoju systemu ochrony zdrowia na lata 2021?2027, z perspektywą do 2030? w kategorii innych chorób istotnych z punktu widzenia zdrowia publicznego. 

Finał tych zdarzeń na poziomie zdolności wykonawczych państwa był na gruncie teorii Moore?a łatwy do przewidzenia. Chociaż, jak informuje raport NIK, między 2021 a 2024 rokiem liczba poradni nefrologicznych wzrosła o 10%, to średni czas oczekiwania na wizytę w poradniach: nefrologicznej oraz nefrologicznej dla dzieci w tym czasie istotnie wydłużył się, zarówno dla przypadków stabilnych, jak i pilnych. W przypadku tych ostatnich u dzieci ten czas wzrósł z 40 do 70 dni, a dorosłych 27 do 55 ? to dwukrotny wzrost czasu oczekiwania. Jeżeli nałożyć na ten obraz nierównomierne rozłożenie poradni nefrologicznych, gdzie w województwie małopolskim na jedną poradnię przypadało 245 tys. mieszkańców, a w województwie łódzkim 124 tys., z jeszcze większymi dysproporcjami w zakresie leczenia nefrologicznego w oddziałach nefrologicznych, gdzie cztery województwa nie posiadały żadnego oddziału szpitalnego, możemy dostrzec, jak bardzo są ograniczone zdolności państwa realizacji polityki publicznej w zakresie diagnostyki i leczenia PChN.

Przy braku uzgodnionej wartości publicznej dla PChN, konkurencji priorytetów zdrowotnych i ograniczonych zdolności wykonawczych państwa, trudno dziwić się, że zmiany w organizacji opieki nad pacjentami z PChN uzyskują jedynie częściowe wsparcie ze strony ministerstwa zdrowia. Zmiana tego stanu wymaga w pierwszej kolejności uzgodnienia kolektywnie cenionych rezultatów i metod ich osiągnięcia, w tym także wsparcia przez środowiska niezainteresowane bezpośrednio reformą tego obszaru ze względu na ograniczoność środków publicznych, koszty transformacji i uwagę polityczną, jakiej wymagałoby udzielenie legitymizacji postulowanym zmianom.

Wartość publiczna to nie tylko poprawa pojedynczych wskaźników klinicznych, lecz równoczesne osiąganie: (1) mierzalnych korzyści zdrowotnych populacji z PChN (spowolnienie tempa utraty funkcji filtracyjnen nerek (eGFR); zmniejszenie częstości hospitalizacji; wzrost udziału planowych, bezpiecznych startów RRT), (2) ograniczenia nierówności regionalnych i społecznych oraz (3) budowy legitymizacji ? czyli akceptacji i zaufania interesariuszy ? wraz z wytworzeniem zdolności operacyjnej do trwałego dostarczania tych efektów. Eksperckie wypowiedzi podkreślają, że bez równoległej inwestycji w legitymizację (transparentne dane, współtworzenie wskaźników jakości uwzględniające perspektywę i doświadczenia pacjenta) oraz w operacyjną wydolność i sprawczość (koordynacja opieki nad pacjentem z PChN, infrastruktura danych) nawet najlepsze deklaracje ?rozpływają się w silosach? organizacyjnych pozbawionych realnej współpracy [2,4,5].

Opieka zdrowotna oparta na wartości a wartość publiczna

Koncepcja opieki zdrowotnej opartej na wartości (Value-Based Health Care ? VBHC) rozszerza to podejście o precyzyjną logikę pomiarową i wielowymiarową definicję wartości, opartą na czterech wzajemnie powiązanych perspektywach (tzw. Quadruple Value Model). Zgodnie z raportem EXPH [6,7], wartość w VBHC to nie tylko relacja między wynikami klinicznymi a kosztami, lecz kompleksowa konstrukcja obejmująca: (1) wartość osobistą (personal value) ? zapewnienie odpowiedniej opieki dostosowanej do indywidualnych celów i preferencji pacjenta, mierzoną m.in. poprzez Patient-Reported Outcome Measures (PROMs) i Patient-Reported Experience Measures (PREMs), co podkreśla znaczenie współdecydowania (shared decision-making) i unikania niepotrzebnych interwencji; (2) wartość techniczną (technical value) ? osiągnięcie najlepszych możliwych rezultatów przy dostępnych zasobach dla całej grupy pacjentów z daną chorobą, z wykorzystaniem wskaźników takich jak Quality-Adjusted Life Years (QALYs) czy Incremental Cost-Effectiveness Ratios (ICERs), w celu minimalizacji marnotrawstwa i nieuzasadnionej zmienności praktyk klinicznych; (3) wartość alokacyjną (allocative value) ? sprawiedliwy podział zasobów między różne grupy pacjentów i schorzenia, eliminujący „nierówność według chorób” (inequity by disease) i dysproporcje socjo-demograficzne, oceniany jakościowo na poziomie dialogu społecznego oraz ilościowo poprzez mierniki budżetowe i wskaźniki dysproporcji w wynikach klinicznych; oraz (4) wartość społeczną (societal value) ? wkład opieki zdrowotnej w spójność społeczną, uczestnictwo i solidarność, mierzony np. poprzez Health Impact Assessments (HIAs) i wskaźniki produktywności społecznej, co podkreśla rolę zdrowia jako źródła dobrobytu zbiorowego. 

W kontekście przewlekłej choroby nerek cykl kształtowania wartości nie zaczyna się w momencie pierwszej dializy ani wejściu w okolice stadium 5 choroby, lecz dużo wcześniej, już przy utrwalonej albuminurii, trwałym obniżeniu eGFR<60 ml/min czy też przyspieszonym tempie jego spadku. To wymaga zintegrowanej opieki obejmującej wszystkie omówione perspektywy VBHC, od etapu wczesnej profilaktyki po wsparcie społeczne po diagnozie

Eksperci trafnie zauważają, że ?bez zintegrowanej opieki nad tą wymagającą chorobą nie ma wartości, tylko gaszenie pożarów?. Odzwierciedla to nie tylko ogromny koszt i kliniczna zmienność nieplanowych startów RRT [6,8], lecz obrazuje także szersze dysproporcje, takie jak regionalne różnice w dostępie do opieki nefrologicznej (w tym takie kluczowe elementy jak zapewnienie badań do transplantacji nerki czy adekwatny dostęp naczyniowy do dializa) , podkreślone w raporcie NIK [1]. Ocena wyzwań i rozstrzygnięcie problemów w czterech perspektywach VBHC nie jest jednak możliwe bez spojrzenia przez pryzmat wartości publicznej w ujęciu Marka H. Moore’a, którego strategiczny trójkąt ? obejmujący uzgodnioną wartość publiczną, legitymizację polityczną oraz zdolności wykonawcze ? nadaje kierunek i krystalizuje działania w kontekście solidarności społecznej.

Zaczynając od perspektywy osobistej VBHC, skupionej na dostosowaniu opieki do indywidualnych celów pacjenta, wyzwania takie, jak późne kierowanie do nefrologa czy brak edukacji pacjenta, wymagają nie tylko narzędzi pomiarowych w rodzaju PROMs, lecz także mobilizacji środowisk i entuzjazmu interesariuszy do współtworzenia standardów, które są integralnym elementem łańcucha wartości publicznej Moore?a (Public Value Chain), czyli metody identyfikowania i uzgadniania wartości publicznej [9]. Ten proces przebiega w analizowanym przypadku spontanicznie na poziomie stacji dializ, poradni i oddziałów nefrologicznych, jednak nie w sposób ustrukturyzowany na poziomie strategicznym ministerstwa zdrowia.

perspektywie technicznej, nastawionej na efektywne wykorzystanie środków i zasobów, marnotrawstwo wynika z błędów w ich dystrybucji i fragmentacji procesów. Przy braku spójnych wskaźników i danych ogranicza to zdolności naprawcze i wykonawcze państwa. Brak obiektywnych dowodów utrudnia także legitymizowanie złożonych decyzji w ujęciu trójkąta strategicznego Moore?a [3]. Przykładowo, dyrektorzy oddziałów wojewódzkich NFZ nie dysponowali danymi o odległości, jaką pacjenci pokonują by dojechać na dializy, ponieważ umowy nie nakłady na świadczeniodawców sprawozdawania tego rodzaju danych [1]. Jednak, gdyby były zapewnione wymienialność danych na poziomie państwa oraz interoperacyjność systemów wraz z dostosowanymi do problemu wskaźnikami jakości, możliwe byłoby zarządzanie rozłożeniem terytorialnym stacji dializ. Podobnie, dialog o wartości publicznej w duchu Moore?a [3,9] mógłby umożliwić bardziej precyzyjne planowanie wydatków i uniknięcie takich sytuacji, jak zawyżone o 1273% oszacowanie kosztów w 2021 r. oraz nieprawidłowe finansowanie współczynników korygujących na 46,5 mln zł w latach 2022?2024 w programie pilotażowym ?Profilaktyka 40 PLUS?. Te zagadnienia nabrałyby po prostu znaczenia i mogłyby skłonić legislatorów do przyjęcia rozwiązań ograniczających ryzyko marnotrawstwa środków publicznych.

Perspektywa alokacyjna pozwala ujawnić dysproporcje regionalne w poradniach nefrologicznych, co zostało opisane na wstępie, jak również otwiera drzwi do rozmowy o dystrybucji środków w ramach budżetu NFZ. Jednak każda zmiana w tym zakresie wymaga silnej legitymizacji politycznej w rozumieniu trójkąta strategicznego Moore?a [3]. Nie zostanie ona udzielona, jeśli na poziomie dialogu społecznego zwolenników i przeciwników danego rozwiązania, nie dojdzie do konsensusu co do wspólnie cenionych rezultatów składających się na wartość publiczną. Zwiększenie jednego elementu finansowania ogranicza wzrost finansowania w innych obszarach. W warunkach sprzecznych interesów jedyną metodą uzgodnienia opinii jest przeprowadzenie rachunku ewidencyjnego wartości publicznej (Public Value Account), bez którego w tak wrażliwym obszarze, jak ochrona zdrowia, zmiana nie będzie w ogóle możliwa [9]. Tylko tak można uniknąć ?inequity by disease? i skutecznie przekierować zasoby z opieki paliatywnej na profilaktykę czy z innych obszarów na opiekę nefrologiczną.

Ostatecznie, perspektywa społeczna VBHC, kluczowa dla europejskiego modelu solidarności, nie może być oceniona bez narzędzi służących ewaluacji i doskonaleniu polityk publicznych. Jak bowiem mierzyć wkład opieki nefrologicznej w spójność społeczną, na przykład poprzez redukcję izolacji pacjentów z PChN dzięki dializie otrzewnowej PD jako opcji domowej czy przygotowaniu do transplantacji [10,8] bez uzgodnionej wartości publicznej, która angażuje obywateli i obligatariuszy w budowę legitymizacji? Odbywać się to powinno w procesie iteracyjnym, podzielonym na etapy, gdzie pierwszym jest identyfikacja właściwych problemów (Good Problems), zrozumienie ich złożonej natury i źródeł oraz analiza luk na poziomie trójkąta AAA ? akceptacji celów (Acceptance), autoryzacji rozwiązań (Authorization) oraz zdolności realizacji tak ukształtowanej polityki publicznej (Ability) [11]. Kolejny krok powinna stanowić analiza mapy rozwiązań i wybór z niej tych o odpowiednim stopniu wykonalności i skuteczności [12]. Bez takiego podejścia niekompletne polityki publiczne najczęściej przynoszą fragmentaryczne i nietrwałe rezultaty [13], nie przekładając się, jak w tym wypadku, na mierzalne korzyści populacyjne, takie jak spowolnienie spadku eGFR czy zmniejszenie powikłań i hospitalizacji [14,15], a sprowadzając się jedynie do doraźnego ?gaszenia pożarów? w silosach organizacyjnych [5].

Dzięki wymienionemu warsztatowi narzędzi [3,9,11-13], VBHC w swoich czterech wymiarach staje się kompletną metodą realizacji wartości publicznej. Transformacja opieki nefrologicznej ? od reaktywności do proaktywności ? zyskuje nie tylko kliniczną, lecz przede wszystkim kolektywną zgodę i legitymizację służącą wzmocnieniu zdolności wykonawczych systemu zdrowia. Pryzmat wartości publicznej Moore’a pozwala na operacjonalizację w wymiarze społecznym i politycznym podejścia VBHC, co podkreśla wzajemne powiązanie tych ram koncepcyjnych w budowaniu zrównoważonego systemu ochrony zdrowia.

Zintegrowana i koordynowana opieka nefrologiczna

Rdzeniem transformacji powinna być zintegrowana, koordynowana opieka nefrologiczna ? struktura, w której istnieje jasno zdefiniowany kliniczny ?trigger? wejścia do programu ?zaawansowanej/podwyższonego ryzyka PChN? (np. eGFR <45 ml/min/1,73 m? z umiarkowaną lub ciężką albuminurią ? A2/A3; eGFR <30 ml/min/1,73 m? niezależnie od albuminurii; udokumentowany szybki spadek filtracji; utrwalona albuminuria A3 mimo terapii). Po spełnieniu kryterium pacjent nie ?dryfuje? między wizytami i specjalistami, lecz system uruchamia uporządkowany pakiet interwencji o ustalonej kolejności i standardzie odpowiadającym wielorakim ale znanym wyzwaniom klinicznym. Bez takiego progowego i protokołowanego mechanizmu system zawsze ?spóźnia interwencję? ? taka diagnoza, dobrze wyjaśnia dlaczego dziś tak wiele działań podejmowanych jest dopiero w warunkach dekompensacji [8,10].

Zadaniem koordynacji nie jest administracyjne ?przesyłanie dokumentów?, lecz operowanie strumieniem wartości: zapewnienie, że wszystkie moduły zostają uruchomione i zamknięte w odpowiednim momencie. Te moduły obejmują m.in.: optymalizację terapii nefroprotekcyjnej (inhibitory układu renina?angiotensyna?aldosteron ? RAASi; inhibitory kotransportera sodowo?glukozowego typu 2 ? SGLT2i; antagoniści receptora mineralokortykoidowego ? MRA; kontrola kwasicy metabolicznej; prewencja i leczenie hiperkaliemii, inne); w późniejszych stadiach choroby leczenie anemii nerkopochodnej zgodnie z obowiązującymi wytycznymi; zarządzanie zaburzeniami gospodarki mineralnej; przygotowanie dostępu naczyniowego do dializ lub kwalifikację do PD; wczesną kwalifikację do transplantacji; interwencje żywieniowe; ocenę kruchości (frailty) i wsparcie psychospołeczne; systematyczną edukację z elementami współdecydowania (shared decision making). Niezbędne i nie do przecenienia jest przesunięcie kompetencji z biernego nadzoru nad PChN do aktywnego zarządzania jej nieprostym kontinuum [8,10,14,16-18].

Mechanizm tworzenia wartości publicznej jest wielowarstwowy i wzajemnie wzmacniający. Po pierwsze, spowolnienie progresji (utrzymanie pełnych dawek terapii nefroprotekcyjnych, redukcja albuminurii, kontrola ciśnienia tętniczego, gospodarki kwasowo-zasadowej) odracza moment rozpoczęcia terapii nerkozastępczej i zmniejsza ryzyko sercowo?naczyniowe. Po drugie, planowe przygotowanie startu RRT (świadomy wybór rodzaju terapii, planowe wytworzenie dostępu do dializ, kwalifikacja transplantacyjna przed rozpoczęciem dializ, opcja przeszczepienia rodzinnego) obniża odsetek rozpoczęć w trybie nagłym i redukuje infekcje związane z CVC, hospitalizacje i ich powikłania. Po trzecie, systematyczne zbieranie PROM (np. jakość życia, nasilenie objawów, zmęczenie, świąd, obciążenie terapią) zwiększa adherencję, bo pacjent widzi, że jego doświadczenie jest przedmiotem pomiaru i korekty. Po czwarte, transparentne raportowanie z korektą ryzyka umożliwia identyfikację obszarów o największej luce i kierowanie tam działań/nakładów korygujących (targeted equity interventions) [2,4,5,6,14].

Aby taka konstrukcja była wiarygodna, niezbędna jest warstwa danych. Określenie ?system nerwowy? używane przez ekspertów oddaje rolę interoperacyjnych strumieni: dane laboratoryjne (eGFR, albuminuria), dane z podstawowej opieki zdrowotnej (lista stosowanych leków, współchorobowość), dane płatnika (hospitalizacje, koszty, częstość użycia poszczególnych świadczeń), dane kliniczne z ośrodków nefrologicznych (rodzaj terapii nerekozastępczej, rodzaj i status dostępu naczyniowego, status transplantacyjny), dane PROMs (wyniki zgłaszane przez pacjentów). Na ich podstawie tworzone są mechanizmy monitorowania w czasie zbliżonym do rzeczywistego ? np. alert przyspieszonego spadku eGFR (definiowany jako tempo utraty >5 ml/min/1,73 m?/rok) lub alert ?niekompletnego modułu predializy? (brak dokumentacji kwalifikacji transplantacyjnej w określonym oknie czasowym). Tylko w takiej architekturze możliwa jest rzetelna segmentacja ryzyka (risk segmentation) ? czyli systematyczne grupowanie pacjentów według przewidywanego prawdopodobieństwa określonych zdarzeń (np. przejścia do RRT w horyzoncie 12 miesięcy, hospitalizacji sercowo?naczyniowej, nieplanowanego startu dializy). Segmentacja ryzyka nie jest celem samym w sobie; jej funkcją jest alokacja intensywności zasobów (np. nacisk na odpowiednie elementy edukacyjne, wcześniejsze konsultacje chirurgiczne, priorytetyzacja interwencji dietetycznych, innych) do tych pacjentów, u których marginalna korzyść z dodatkowego działania jest największa [2,4,5,8,14].

Ład w logice interwencji

W tym miejscu warto wyjaśnić kilka kluczowych pojęć porządkujących zarządzania kliniczne i wiarygodność pomiaru:

1/ Niedoraportowanie złożoności klinicznej (undercoding clinical complexity) oznacza sytuację, w której pełne spektrum współchorobowości, czynników ryzyka lub parametrów klinicznych nie zostaje wprowadzone do systemów kodowania (np. brak rejestracji chorób sercowo?naczyniowych, cukrzycy z powikłaniami, zespołu kruchości). Skutkiem jest zafałszowanie modeli ryzyka, niewłaściwa korekta wyników o złożoność kliniczną pacjentów i potencjalna niesprawiedliwa ocena ośrodków przy porównaniach ich wyników leczenia. Niedoraportowanie ? jeśli nie jest monitorowane ? może też tworzyć bodźce do ryzykownych zachowań zarządczych (przypominających ?cream skimming?, czyli selektywne preferowanie pacjentów mniej trudnych klinicznie, mniej obciążonych współchorobowością) [2].

2/ Transparentne określenie definicji wskaźników jakości (transparent indicator specifications) to publicznie dostępne dokumenty opisujące dla każdego wskaźnika: źródła danych, algorytm obliczenia (w tym kryteria włączenia i wyłączenia), definicje liczników i mianowników, okres obserwacji, zasady korekty ryzyka oraz ograniczenia interpretacyjne. Ich funkcja jest potrójna: (a) umożliwiają replikację (każdy interesariusz może niezależnie odtworzyć wynik), (b) ograniczają pole do manipulacji danymi, (c) wzmacniają zaufanie i legitymizację procesu raportowania. Bez jawnych specyfikacji nawet prawidłowy wskaźnik bywa kwestionowany na poziomie komunikacyjnym [2,5].

3/ Klasyfikacja ryzyka ? jak wskazano wyżej ? jest procesem przypisania pacjentów do homogenicznych (w sensie przewidywanego przebiegu klinicznego) grup przy użyciu zmiennych takich jak: tempo spadku eGFR (slope), albuminuria, wiek, choroby układu krążenia, cukrzyca, wskaźniki stanu odżywienia, kruchość, parametry laboratoryjne (np. hemoglobina, potas, wodorowęglany), wskaźniki adherencji. W bardziej zaawansowanej fazie choroby można wykorzystywać modele uczenia maszynowego, ale na etapie pilota podstawą mogą być skale punktowe i proste progi (tiering) [8,15].

Legitymizacja ? czyli społeczna i instytucjonalna zgoda na to, jak dzielimy zasoby ? rośnie wtedy, gdy wyniki są pokazywane jasno i uczciwie. Pomaga w tym publiczny, zrozumiały dla wszystkich pulpit/dashbord z najważniejszymi wskaźnikami oraz realne włączenie chorych w wybór tego, co mierzymy w PROMs i co uznajemy za ważny dla pacjenta efekt leczenia. Eksperci zwracają uwagę, że taki pulpit ?ucieleśnia? obietnicę koordynacji: sprawia, że postęp ? albo jego brak ? naprawdę widać, zamiast o nim tylko mówić. [2,4,5].

Model zarządzania powinien równocześnie zapobiegać czterem ryzykom, które często pojawiają się przy wdrażaniu systemów wartości: (a) selekcja pacjentów o niższym ryzyku (cream skimming), (b) niedoraportowanie złożoności (omówione wyżej), (c) inflacja lub przeładowanie zestawu wskaźników (co prowadzi do rozmycia priorytetów), (d) erozja zaufania wskutek braku przejrzystości metod. Mechanizmy przeciwdziałania obejmują: jawne doprecyzowanie definicji wskaźników; audyt kluczowych wskaźników ? np. odsetek nagłych startów RRT, udział CVC w 90. dniu terapii, odsetek pacjentów z kompletnym modułem ?predializy?; radę interesariuszy (pacjenci, klinicyści, analitycy, płatnik, organizacje społeczne) oraz cykliczne przeglądy metod korekty ryzyka. Transparentność nie jest dodatkiem PR, ale ?paliwem legitymizacji? [2,5].

Drogowskaz wartości publicznej

W rezultacie proponowana zmiana nie polega na prostym dołożeniu nowych procedur do istniejącego, reaktywnego strumienia opieki, lecz na przeprojektowaniu całego cyklu zarządzania kontinuum PChN w kierunku wczesnego uchwycenia dynamiki choroby, planowego przygotowania oraz spójnego i efektywnego wykorzystania danych. Public Value dostarcza sensu, społecznego mandatu i metody pracy nad wybraną polityką publiczną; VBHC porządkuje logikę mierzenia oraz porównawczej oceny efektywności; zintegrowana koordynowana opieka zapewnia codzienną wykonalność poprzez role (koordynator), moduły (spowolnienie spadku GFR, predializa, planowy start RRT, adekwatny dostęp do dializ, wyprzedzające przeszczepienia) i dane (interoperacyjne strumienie + PROMs). Gdy te trzy warstwy zbiegną się operacyjnie, spowolnienie progresji, redukcja nagłych startów RRT, wzrost udziału metod domowych dializ, większa satysfakcja i bezpieczeństwo pacjenta oraz wyrównywanie różnic regionalnych przestaną być równoległymi ambicjami ? stają się wzajemnie wzmacniającymi elementami jednego systemu dostarczania wartości [2,4-6,8,10,14].

Literatura.

  1. Najwyższa Izba Kontroli. Organizacja opieki nad osobami z przewlekłą chorobą nerek (PChN) w Polsce: raport pokontrolny 2025. Warszawa: NIK; 2025. Dostęp: https://www.nik.gov.pl/kontrole/wyniki-kontroli-nik/kontrole,25587.html, data dostępu: 28/9/2025.
  2. Institute of Medicine. Crossing the Quality Chasm: A New Health System for the 21st Century. Washington (DC): National Academy Press; 2001. doi:10.17226/10027
  3. Moore MH. Creating Public Value. Harvard University Press, 1995. doi:10.2307/2952401.
  4. Teisberg E, Wallace S, O?Hara S. Defining and implementing value-based health care: A strategic framework. Acad Med. 2020; 95(5):682-685. doi:10.1097/ACM.0000000000003122
  5. Berwick DM. The science of improvement. JAMA. 2008;299(10):1182-1184. doi:10.1001/jama.299.10.1182
  6. Porter ME. What is value in health care? N Engl J Med. 2010;363(26):2477-2481. doi:10.1056/NEJMp1011024
  7. Opinion on Defining value in ?value-based healthcare?. Expert Panel on effective ways of investing in health. Publications Office of the European Union, 2019. doi:10.2875/35471. Dostęp: https://health.ec.europa.eu/document/download/634e0a0c-4bff-4050-ad5f-b80381f36f33_en, data dostępu: 5/10/2025.
  8. Kidney Disease: Improving Global Outcomes (KDIGO) 2024 CKD Guideline Work Group. KDIGO 2024 Clinical Practice Guideline for the Evaluation and Management of Chronic Kidney Disease. Kidney Int. 2024;105 (4 Suppl):S117-S314. doi:10.1016/j.kint.2023.10.018
  9. Moore MH. Recognizing Public Value. Harvard University Press, 2013. doi:10.1002/pam.21776
  10. Lok CE, Huber TS, Lee T, Shenoy S, Yevzlin AS, Abreo K, et al. KDOQI Clinical Practice Guideline for Vascular Access: 2019 Update. Am J Kidney Dis. 2020;75(4 Suppl 2):S1-S164. doi:10.1053/j.ajkd.2019.12.001
  11. Andrews M, Pritchett L & Woolcock M. Doing Problem Driven Work. CID Faculty Working Paper 2015.307. Andrews, Matthew; Pritchett, Lant; Woolcock, Michael; and the President and Fellows of Harvard College, 2015.
  12. Andres M, Pritchett L & Woolcock M. Doing Iterative and Adaptive Work. CID Faculty Working Paper 2016.313. Andrews, Matthew; Pritchett, Lant; Woolcock, Michael; and the President and Fellows of Harvard College, 2016.
  13. Andrews M.  Successful Failure in Public Policy Work. CID Faculty Working Paper Series 2021.402, Harvard University, Cambridge, MA, December 2021.
  14. Mapes DL, Lopes AA, Satayathum S, McCullough KP, Goodkin DA, Locatelli F, et al. Health-related quality of life as a predictor of mortality and hospitalization: The Dialysis Outcomes and Practice Patterns Study (DOPPS). Kidney Int. 2003; 64(1):339-349 doi:10.1046/j.1523-1755.2003.00072.x.
  15. Tonelli M, Wiebe N, Guthrie B, James MT, Quan H, Fortin M, et al. Comorbidity as a driver of adverse outcomes in CKD: A systematic review and meta-analysis. Kidney Int. 2015;88(4):859-876. doi:10.1038/ki.2015.228
  16. Heerspink HJL, Stefánsson BV, Correa-Rotter R, Chertow GM, Greene T, Hou FF, et al.; DAPA-CKD Trial Committees and Investigators. Dapagliflozin in patients with chronic kidney disease. N Engl J Med. 2020;383(15):1436-1446. doi:10.1056/NEJMoa2024816
  17. Bakris GL, Agarwal R, Anker SD, Pitt B, Ruilope LM, Rossing P, et al.; FIDELIO-DKD Investigators. Effect of finerenone on chronic kidney disease outcomes in type 2 diabetes. N Engl J Med. 2020;383(23):2219-2229. doi:10.1056/NEJMoa2025845
  18. Wanner C, Inzucchi SE, Lachin JM, Fitchett D, von Eynatten M, Mattheus M, et al.; EMPA-REG OUTCOME Investigators. Empagliflozin and progression of kidney disease in type 2 diabetes. N Engl J Med. 2016;375(4):323-334. doi:10.1056/NEJMoa1515920

Problemy podmiotów leczniczych świadczących usługi w ramach Narodowego Fundusz Zdrowia

Gabriela Moczeniat

Fot. Connor Hall (Unsplash)

Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) odgrywa fundamentalną rolę w polskim systemie ochrony zdrowia, pełniąc kluczową rolę w organizacji i finansowaniu świadczeń medycznych. Do jego głównych zadań należy kontraktowanie świadczeń oraz dystrybucja środków finansowych do podmiotów leczniczych. W zamyśle system ten ma gwarantować równy dostęp do usług medycznych oraz zapewniać stabilność finansową szpitalom, przychodniom i innym jednostkom ochrony zdrowia. Ma to kluczowe znaczenie dla ich efektywnego funkcjonowania. W teorii mechanizm ten powinien tworzyć spójny i zrównoważony ekosystem, w którym potrzeby pacjentów są zaspokajane, a podmioty lecznicze mogą realizować swoje zadania bez obaw o płynność finansową.

Rzeczywistość okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana i daleka od założeń.  Placówki medyczne w Polsce zmagają się z licznymi barierami, które utrudniają im realizację misji na rzecz zdrowia publicznego. 

System finansowania ochrony zdrowia przez NFZ, mimo swoich założeń, nie spełnia w pełni oczekiwań w zakresie stabilności i efektywności. Opóźnienia w płatnościach, zwłaszcza za świadczenia wykonane ponad limit, brak pełnej refundacji tych świadczeń oraz brak adekwatnych wycen procedur prowadzą do chronicznego niedofinansowania placówek medycznych, co zagraża jakości i dostępności opieki zdrowotnej w Polsce. Co więcej, nieterminowe regulowanie zobowiązań wobec kontrahentów, wynikające z opóźnień w przekazywaniu środków przez Fundusz, skutkuje naliczaniem odsetek, które obciążają budżety placówek. Kolejnym istotnym wyzwaniem jest niedostosowanie wycen procedur medycznych finansowanych przez NFZ do ustawowych podwyżek wynagrodzeń personelu medycznego, co generuje dodatkowe napięcia finansowe i ogranicza możliwości inwestycyjne jednostek ochrony zdrowia. Problemy te wynikają z powiększającej się w roku na rok luki finansowej w Narodowym Funduszu Zdrowia. Według raportu ?10 nowych źródeł finansowania NFZ? przygotowanego przez zespół SGH Think Tank dla ochrony zdrowia przewidywana luka finansowa w NFZ, czyli różnica pomiędzy wydatkami wymaganymi ustawowo a dostępnymi środkami, wyniesie około 111,4 miliarda złotych w latach 2025-2027. Powody tego deficytu są różne, od rosnących kosztów świadczeń związanych z wynagrodzeniami, starzeniem się społeczeństwa i koniecznością finansowania nowoczesnych technologii medycznych, po poszerzany koszyk świadczeń, spadek wpływów ze składek od osób prowadzących działalność gospodarczą. W poniższym artykule omówiono skutki obecnej luki finansowej w systemie ochrony zdrowia odczuwanej zarówno przez pacjentów jak i świadczeniodawców. Omówiono też możliwe kierunki zmian, które mogłyby sukcesywnie zmniejszać lukę finansową z systemie ochrony zdrowia. 

Problemy z terminowością wypłacalności środków z NFZ

Jednym z najpoważniejszych wyzwań, z jakimi mierzą się podmioty lecznicze, są opóźnienia w wypłatach środków z Narodowego Funduszu Zdrowia, zwłaszcza za tzw. nadwykonania, czyli świadczenia medyczne realizowane ponad limity określone w kontraktach. W praktyce nadwykonania są nieuniknione, ponieważ szpitale i przychodnie nie mogą odmówić pomocy pacjentowi wymagającemu interwencji medycznej ani też wstrzymać działalności np. w połowie roku tylko dlatego, że osiągnęły wyznaczony w umowie limit. Ograniczenie się wyłącznie do zapisów umowy z NFZ oznaczałoby pozbawienie wielu pacjentów dostępu do niezbędnych świadczeń zdrowotnych. Dlatego podmioty medyczne, kierując się troską o dobro wspólne, wykonują dodatkowe świadczenia, stawiając powszechny dostęp do leczenia ponad kalkulację ekonomiczną. Działają w imię wartości publicznej, jaką jest zapewnienie równego i powszechnego dostępu do leczenia. To wyraz troski o zdrowie społeczeństwa, gdyż jego brak przyniósłby ogromne szkody nie tylko medyczne poszczególnych pacjentów, ale społeczne i ekonomiczne w skali kraju. Problem polega jednak na tym, że Narodowy Fundusz Zdrowia bardzo często reguluje płatności z tego tytułu z dużym opóźnieniem, często dopiero po wielu miesiącach. Dotyczy to świadczeń nielimitowanych, takich jak procedury onkologiczne czy część świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, których finansowanie wynika wprost z ustawowych obowiązków NFZ (art. 136 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. 2004 nr 210 poz. 2135 z późn. zm.)).

W przypadku nadwykonań limitowanych, np. świadczenia szpitalne spoza obszaru onkologii, zdarza się, że Fundusz pokrywa jedynie część należności, w granicach 50?70%. Co więcej, według ostatnich deklaracji Pana Prezesa NFZ Filipa Nowaka, pełne rozliczanie nadwykonań świadczeń limitowanych nie jest planowane w najbliższym czasie, a okres pełnego finansowania takich świadczeń był wyjątkiem związanym z dodatkowymi rezerwami finansowymi po pandemii COVID-19. 

Rozliczenie nadwykonań limitowanych następuje dopiero po zamknięciu roku obrachunkowego, co oznacza, że placówki otrzymują propozycję spłaty należności dopiero w drugim kwartale kolejnego roku. Często krojone należności np. 50% środków za wypracowane ponad limit świadczenia otrzymują dopiero w drugiej połowie następnego roku. W międzyczasie muszą finansować leczenie pacjentów z własnych środków lub zaciągać kredyty, co prowadzi do narastania zadłużenia i zagrożenia utratą płynności finansowej. Paradoksalnie, realizując etyczny obowiązek ratowania zdrowia i życia pacjentów, podmioty lecznicze stają się ofiarami niewydolnego systemu finansowania.

Należy w tym miejscu podkreślić, że opóźnienia i niepełne rozliczanie nadwykonań przez NFZ zmuszają placówki medyczne do działania wbrew własnej stabilności finansowej, co pokazuje pilną potrzebę reformy systemu finansowania ochrony zdrowia, by wspierać, a nie obciążać podmioty realizujące misję publiczną.

Odsetki nakładane przez kontrahentów

Opóźnienia w rozliczaniu nadwykonań przez NFZ  generują poważne konsekwencje finansowe dla placówek medycznych. Podmioty, czekające miesiącami na należne środki, tracą zdolność do terminowego regulowania zobowiązań wobec dostawców leków, wyrobów medycznych, serwisu sprzętu czy usług towarzyszących. W rezultacie kontrahenci, dbając o własną płynność finansową, naliczają ustawowe odsetki za zwłokę. Odpowiedzialność za te dodatkowe koszty, będące bezpośrednim skutkiem opóźnień NFZ, spada wyłącznie na placówki medyczne, które realizując misję publiczną, muszą pokrywać je z własnych budżetów. 

W efekcie środki, które mogłyby zostać przeznaczone na leczenie pacjentów, modernizację infrastruktury czy zakup nowoczesnego sprzętu, są kierowane na obsługę tych zobowiązań. Taki mechanizm finansowania, zamiast wspierać zdrowie publiczne, paradoksalnie je osłabia, obciążając placówki kosztami wynikającymi z wadliwego systemu.

Nasuwa się pytanie: Dlaczego NFZ nie ponosi żadnej odpowiedzialności za powstałe w ten sposób szkody? Bo przecież to nie tylko destabilizacja finansowa placówek medycznych, ale także ograniczanie ich zdolność do realizacji misji zdrowotnej, osłabiając tym samym dobro wspólne.

Coroczne podwyżki dla personelu medycznego a wyceny NFZ

Od dekady w Polsce funkcjonuje ustawowy mechanizm corocznego podnoszenia wynagrodzeń pracowników medycznych. Z perspektywy wartości publicznej jest to rozwiązanie w pełni uzasadnione, ponieważ lekarze, pielęgniarki, ratownicy czy diagności pełnią misję o fundamentalnym znaczeniu społecznym i zasługują na godne warunki pracy. Sama idea podwyżek pozostaje słuszna również dlatego, że przez wiele lat wynagrodzenia w sektorze ochrony zdrowia utrzymywały się na poziomie znacznie niższym niż średnia europejska, co powodowało frustrację personelu i sprzyjało odpływowi kadry medycznej na Zachód. 

Problemem jest jednak brak powiązania wzrostu kosztów pracy z wycenami procedur medycznych ustalanych przez NFZ. Państwo nakłada na szpitale obowiązek wypłacania podwyżek, nie zapewniając jednocześnie wystarczających środków na ich finansowanie. W rezultacie placówki medyczne borykają się z rosnącą różnicą między przychodami a kosztami, co zmusza je do szukania oszczędności lub zadłużania się, zamiast inwestowania w rozwój i poprawę jakości usług. Brak systemowej spójności powoduje, że szczytny cel podnoszenia standardów zatrudnienia w ochronie zdrowia jest podkopywany, a koszty realizacji tego dobra wspólnego przerzucane są na i tak już borykające się z trudnościami instytucje.

Należy zauważyć, że są głosy podnoszące szkodliwość tej ustawy. Dlatego odbyły się spotkania przedstawicieli Prezydium Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia w sprawie dalszych losów ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. Z dostępnych informacji wynika, że kluczowe posiedzenia miały miejsce w szczególności w czerwcu i lipcu 2025 roku. Nie przyniosły one ostatecznych rozstrzygnięć. Dyskusje koncentrowały się na potrzebie zmian w ustawie z powodu jej wpływu na finanse NFZ i szpitali, jednak strony (związki zawodowe, pracodawcy, Ministerstwo Zdrowia) mają często rozbieżne stanowiska. 

Konsekwencje dla pacjentów i systemu

Niedofinansowanie, opóźnienia w płatnościach za nadwykonania oraz brak dostosowania wycen procedur medycznych do rosnących kosztów, w tym ustawowych podwyżek wynagrodzeń personelu, prowadzą do głębokiej destabilizacji systemu ochrony zdrowia. Skutki te najbardziej odczuwają pacjenci, którzy borykają się z wydłużającymi się kolejkami do świadczeń zdrowotnych, wynikającymi z ograniczonej liczby procedur finansowanych przez NFZ. Brak środków na inwestycje w nowoczesny sprzęt i infrastrukturę szpitalną ogranicza jakość i dostępność opieki, podczas gdy konieczność spłaty odsetek od nieterminowych płatności wobec kontrahentów pochłania fundusze, które mogłyby zostać przeznaczone na rozwój placówek. Co więcej, niestabilność finansowa systemu zniechęca specjalistów medycznych do pracy w sektorze publicznym, co skutkuje odpływem kadr do sektora prywatnego i spadkiem jakości leczenia. W rezultacie fundament publicznego systemu zdrowia, czyli równy i powszechny dostęp do świadczeń ulega stopniowemu osłabieniu, zagrażając bezpieczeństwu zdrowotnemu obywateli i dobru wspólnemu.

Możliwe nowe źródeł finansowania 

Wymienione problemy niewątpliwie są efektem ubezpieczeniowej luki finansowej w Narodowym Funduszu Zdrowia. Autorzy raportu ?10 nowych źródeł finansowania NFZ? SHG Think Tank dla ochrony zdrowia wyliczyli, że w latach 2025-2027 ubezpieczeniowa luka finansowa wyniesie łącznie ok. 111,4 mld zł., co spowoduje pogłębienie wyżej wymienionych problemów. Celem polityki zdrowtnej powinno być więc wprowadzenie działań naprawczych, które pozwolą zmniejszyć lukę finansową w najbliższych latach. 

W raporcie SGH Think Tank dla ochrony zdrowia przedstawiono kilka możliwych kierunków działań naprawczych. Jednym z nich jest podniesienie składki zdrowotnej. Zakłada się, że wzrost tej składki o 0,25 punktu procentowego rocznie przez cztery lata oraz ograniczenie uprawnień do preferencyjnego ubezpieczenia w KRUS mogłyby przynieść około 36,6 miliarda złotych dodatkowych wpływów w latach 2025?2027. Obciążenie to spadłoby jednak głównie na pracowników i osoby samozatrudnione.

Drugą propozycją jest wprowadzenie składki zdrowotnej finansowanej częściowo przez pracodawców. Nowa składka w wysokości 2,5 procent wynagrodzenia brutto płacona przez firmy mogłaby zasilić budżet NFZ kwotą około 41,9 miliarda złotych w latach 2025?2027. Takie rozwiązanie zbliżałoby Polskę do modeli obowiązujących w wielu krajach Unii Europejskiej, ale jednocześnie oznaczałoby wzrost kosztów pracy.

Kolejnym działaniem, które mogłoby zwiększyć wpływy, jest wydłużenie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 65 lat, a docelowo do 67 lat. Zmiana ta pozwoliłaby zwiększyć udział osób pracujących w stosunku do liczby emerytów, a w latach 2025?2027 mogłaby przynieść dodatkowo około 5,7 miliarda złotych.

Raport zwraca też uwagę na konieczność finansowania składek za dzieci z budżetu państwa. Obecnie około siedem milionów dzieci korzysta z opieki zdrowotnej bez opłacania składek. Wprowadzenie rozwiązania, w którym ich ubezpieczenie byłoby finansowane z budżetu, mogłoby zapewnić dodatkowe 16 miliardów złotych rocznie, czyli około 48 miliardów złotych w analizowanym trzyletnim okresie.

Nieco mniejsze, ale również istotne wpływy mogłyby pochodzić z podwyższenia tzw. podatków od ?grzechów zdrowotnych?, takich jak opłaty od cukru, alkoholu czy tytoniu, a także z wprowadzenia nowych danin, np. podatku tłuszczowego. Dodatkowe środki mogłyby również przynieść mechanizmy współpłacenia za wybrane świadczenia oraz rozwój prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Łącznie działania te mogłyby dać około 2?3 miliardów złotych w latach 2025?2027.

Aby zmniejszyć lukę finansową, konieczne będą działania na wielu frontach. Samo podnoszenie składek pracowników nie rozwiąże problemu, potrzebne jest większe zaangażowanie budżetu państwa, większy udział pracowników i pracodawców w finansowaniu systemu oraz zmiany demograficzne związane z wydłużeniem aktywności zawodowej. Ważne będzie także lepsze zarządzanie kosztami i większa efektywność wydatkowania środków. Zestaw tych działań może znacząco zmniejszyć lukę, choć każde z nich wymaga decyzji politycznych, zmian prawnych i społecznej akceptacji.

Spodziewane efekty wypracowanych zmian w finansowaniu 

Zmniejszenie luki finansowej w Narodowym Funduszu Zdrowia mogłoby otworzyć drogę do wdrożenia rozwiązań, które pozwoliłby podmiotom leczniczym działać stabilnie, zapewniając jednocześnie społeczeństwu szeroki i bezpieczny dostęp do opieki medycznej. Poniżej przedstawiono kluczowe praktyki, które mogłyby wspierać taki model funkcjonowania:

  1. Terminowe rozliczanie nadwykonań, szczególnie w przypadku świadczeń nielimitowanych, które są nieuniknione, a konieczność ich wypłacenia wynika z Ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Zapewnienie przewidywalności w tym zakresie pozwoliłoby placówkom medycznym na stabilne funkcjonowanie.
  2. Mechanizm rekompensaty kosztów odsetek, opóźnienia w finansowaniu nie powinny w ogólnie mieć miejsca, ale jeśli już następują, to nie powinny obciążać wyłącznie placówek medycznych. Wprowadzenie skutecznego systemu rekompensat jest niezbędne, by zapewnić podmiotom leczniczym stabilność finansową.
  3. Realistyczne wyceny procedur medycznych, powinny one bowiem odzwierciedlać rzeczywiste koszty pracy, materiałów oraz uwzględniać coroczny wzrost wynagrodzeń personelu medycznego.

Poza wdrożeniem prac zwiększającymi nakłady na ochronę zdrowia, warto rozważyć również reformę systemu kontraktowania świadczeń. Obecny model oparty na sztywnych limitach generuje nadwykonania, dlatego bardziej elastyczne kontrakty, oparte na rzeczywistych potrzebach zdrowotnych populacji, mogłyby zmniejszyć problem zadłużenia placówek. 

Dominacja leczenia szpitalnego i niskie nakłady na profilaktykę oraz opiekę ambulatoryjną sprawiają, że system jest mniej efektywny niż w krajach Europy Zachodniej6. Kraje takie jak Niemcy, Dania czy Czechy inwestują więcej w zdrowie, co przekłada się na lepszy dostęp do usług i mniejsze obciążenie pacjentów kosztami prywatnymi. Polska planuje zwiększenie wydatków do 7% PKB do 2027 roku, ale istotnym będzie prawidłowa alokacji środków. Aby dorównać standardom zachodnioeuropejskim musielibyśmy spojrzeć na zdrowie publiczne długofalowo inwestując w skuteczne programy profilaktyczne i dążyć do lepszej kondycji zdrowotnej społeczeństwa. Celem takich działań byłoby podniesienie świadomości Polaków na temat znaczenia profilaktyki, tak aby ograniczyć potrzebę późnego i kosztownego leczenia. Tylko takie podejście daje szansę na stworzenie systemu ochrony zdrowia, który będzie zarówno efektywny, jak i sprawiedliwy.

Podsumowanie

Podmioty lecznicze realizujące świadczenia dla pacjentów w ramach kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia stoją dziś przed coraz większymi wyzwaniami finansowymi. Główną przyczyną narastających trudności jest ubezpieczeniowa luka finansowa, czyli różnica między realnymi kosztami opieki zdrowotnej a środkami przeznaczanymi na jej finansowanie, która z każdym rokiem się pogłębia. Dodatkowym obciążeniem są opóźnienia w wypłacie należnych środków, zmuszające placówki do ponoszenia kosztów odsetek oraz korzystania z kredytów obrotowych. Problemem są także ustawowe podwyżki wynagrodzeń i kosztów działalności, które nie znajdują odzwierciedlenia w aktualnych wycenach procedur medycznych, co powoduje, że przychody nie nadążają za rosnącymi wydatkami. W efekcie wiele szpitali i przychodni balansuje na granicy płynności finansowej, a narastające zadłużenie destabilizuje cały system. Jeżeli w najbliższym czasie nie zostaną uruchomione dodatkowe źródła finansowania oraz nie pojawią się zmiany legislacyjne i organizacyjne, sytuacja będzie się pogarszać. Ostatecznie ucierpią pacjenci, odczuwając ograniczona dostępność świadczeń, dłuższe kolejki i spadek jakości opieki zdrowotnej mogą stać się codziennością, jeśli nie podejmiemy działań naprawczych już dziś.

Bibliografia

  1. Ustawa z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. 2004 nr 210 poz. 2135 z późn. zm.).
  2. Ustawa z dnia 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych (Dz.U. 2017 poz. 1473).
  3. Najwyższa Izba Kontroli, ?Finansowanie szpitali przez Narodowy Fundusz Zdrowia?, Raport NIK, Warszawa 2021.
  4. Ministerstwo Zdrowia, ?Strategia dla systemu ochrony zdrowia na lata 2021 – 2027?, Warszawa 2021.
  5. Profil systemu ochrony zdrowia 2023 https://www.oecd.org/content/dam/oecd/pl/publications/reports/2023/12/poland-country-health-profile-2023_80434439/b12d3d03-pl.pdf
  6. Raulinajtys-Grzybek, M. Więckowska, B. Świerc, Z. Białoszewski, A. 10 nowych źródeł finansowania NFZ. ThinkTank SGH dla ochrony zdrowia, 2025. https://gazeta.sgh.waw.pl/sites/gazeta.sgh.waw.pl/files/zalaczniki-2025/10-nowychzrodel-finansowania-nfz.pdf

Efekt heliotropowy – dlaczego nie działa w polskim systemie zdrowia?

Agnieszka Dubiel

Fot. Jacqueline O’Gara (Unsplash)

Cnota jako źródło rozwoju organizacji

Zacznijmy może od pytania. Co w powszechnym rozumieniu oznacza słowo dewiacja? 

Dla 95% osób skojarzenie będzie wyłącznie negatywne. Dewicja to odchylenie od normy. Pochodzące od łacińskiego ?deviatio? oznacza ?odbieganie?, a więc samo w sobie nie oznacza niczego negatywnego. To my nadajemy słowom określone znaczenie. Dlaczego więc nie pozytywne? 

Istnieje pojęcie dewiacji pozytywnej jako zachowania odbiegającego od normy, ale ocenianego przez społeczeństwo jako korzystne lub pożądane. 

Pomyślmy teraz o dewiacji w kontekście organizacji jaką jest system ochrony zdrowia. Jak każda organizacja również ta dąży do uporządkowania i eliminowania procesów i zachowań, które odbiegają od normy. Teoretycznie. Aspiruje do bycia dokładnie pośrodku kontinuum ? nie za bardzo odbiegając w lewo (negatyw) ani prawo (pozytyw). W momencie pojawienia się działań powodujących przejście w jakikolwiek stan skrajny zaczyna się szerokopojęty opór. 

Możemy rozpatrywać to na przykładzie zdrowia i choroby. System ochrony zdrowia skupia się na stanie chorobowym ? jak diagnozować, jak leczyć, czyli na czymś co z założenia jest negatywne. W momencie kiedy wychodzimy ze stanu choroby znikamy z systemu. Celem procesu jest doprowadzenie pacjenta dokładnie na środek kontinuum ? do stanu trochę subiektywnie ocenianego jako dobrostan. Tylko co dalej? 

W retoryce Kima Camerona o doskonaleniu organizacji pojawia się pochodzące z łaciny słowo ?virtus? oznaczające cnotę/doskonałość. Jest to naturalna potrzeba człowieka do życia w zgodzie z najwyższymi standardami moralnymi. Początkowo Cameron (2003) zaliczył do nich ?współczucie, integralność/uczciwość, przebaczenie, zaufanie, i optymizm. Ich lista następnie częściowo ewoluowała, jednak fundament cnoty jako źródła doskonałości i przewagi konkurencyjnej pozostał niezmieniony do czasów dzisiejszych i zapewne takim pozostanie.

Niestety nasz system edukacji od nauczania początkowego po uczelnie wyższe uczy, że podstawą osiągnięcia sukcesu jest skupienie się wyłącznie na deficytach i ciężkiej pracy, która prowadzić ma do ograniczenia ich do minimum. Cameron jednak udowadnia, że kluczem do osiągnięcia sukcesu, zarówno jako organizacja jak i jednostka, jest skupienie się na tym co pozytywne ? na wzmacnianiu i rozwijaniu umiejętności pielęgnowaniu tego co dobre, Cameron nazywa to pięknie rozkwitaniem. Efekt, ktory pojawia się tutaj jako konsekwencja zwielokrotnienia zachowań/procesów, które są pozytywne to tzw. efekt heliotropowy. Naturalne zwracanie się ku słońcu, ku światłu. Proces znany z biologii roślin, które rosnąc zwracają się w stronę światła. Każda jednostka, najmniejsza komórka, także ludzki organizm kieruje się w stronę tego co jasne, dobre, a ucieka od ciemności. Naturalnie ludzie kierują się ku moralności, dobru, pozytywnej energii. I uciekają od tego co negatywne. Zwracamy się zatem ku temu co nas wzmacnia, a nie osłabia. Rodzimy się z naturalną tendencją do uczenia się w oparciu o pozytywne wzmocnienie by potem ulec przystosowaniu do środowiska w jakim się znajdziemy. 

Zastanówmy się więc czy taki efekt może kiedykolwiek pojawić się w polskim systemie zdrowia? Czy jest możliwy konsensus między podziałami? Czy możemy stworzyć takie warunki w których reforma systemu zdrowia nie będzie tylko techniczną korektą instytucji, ale moralną przemianą opartą na języku cnót a nie interesów? 

Jak zwrócić polski system zdrowia ?ku słońcu??

Obecna tendencja do mówienia wyłącznie o niepowodzeniach musi ulec zmianie. Skupiamy się wszyscy tylko na negatywnym odchyleniu, wytykaniu błędów kolejnym zarządzającym. Nie szukamy rozwiązań. Szukamy winnych. 

Gdyby wykorzystać jedno z założeń narzędzia PDIA stworzonego przez badaczy i praktyków zarządzania publicznego z Harvard Kennedy School, Andrews, Pritchett & Woolcock (2016),  moglibyśmy spojrzeć na to inaczej. Częścią procesu PDIA jest bowiem szukanie rozwiązań wśród już istniejących, które znajdują się w zakresie tzw. ukrytych praktyk lub pozytywnych odchyleń (praktyki bardzo skuteczne, ale nie przebijające się). Czy naprawdę w naszym systemie ochrony zdrowia nie ma żadnych działań, które warto powielać? Żadnych postaw, które umożliwiły by przełożenie różnych intuicji moralnych na jedną, wspólnie identyfikowaną wartość publiczną w ochronie zdrowia ? wartość, która będzie trwała niezależnie od zmiany rządów czy bieżących napięć politycznych? Dominujące skupianie się państwa na deficytach na to wskazywałoby. Jednak, jeśli spojrzeć na to zagadnienie od strony np. rozwoju elektronicznej recepty czy internetowego konta pacjenta wniosek byłby odwrotny. Problem polega więc na tym, że takich działań zmieniających status quo poprzez odchylenie w pozytywną stronę ? ku słońcu, jakbyśmy chcieli napisać ? jest zbyt mało.

Niewątpliwie zatrudnienie ludzi o wyłącznie pozytywnych cechach nie spowoduje, że organizacja będzie osiągać nadzwyczajne efekty. Dlaczego? Osoby bowiem, które kierują się dla przykładu dobrocią, są życzliwe, wspierające, ale robią to tylko i wyłącznie dla osiągnięcia własnych interesów, wynagrodzenia czy pozycji, nie będą budowały efektu heliotropowego w organizacji. To będzie zwykła manipulacja. Będę dobry tylko jeśli mi się to opłaca. Będę lojalny, będę postępować moralnie jeśli w zamian otrzymam stanowisko, większą pensję, większą władzę. 

Od dwóch dekad Kim Cameron bada organizacje, które osiągają znaczące rezultaty we wszystkich wymiarach ? przychód, rotacja pracowników, satysfakcja z pracy etc. Rezultaty tych badań są zdumiewające, ponieważ pokazują, że organizacje, których kultura organizacyjna oparta była na pielęgnowaniu fundamentalnych zasadach moralnych osiągały statystycznie lepsze wyniki finansowe, a ich klienci byli bardziej usatysfakcjonowani, zaopiekowani i lojalni. Nie brzmi jak służba zdrowia, prawda? 

Nie bez przyczyny reforma systemu zdrowia jest tak wymagająca. Wymaga bowiem diametralnej zmiany podejścia do tego co chcemy nazywać wartością publiczną. U jej podstaw leżą wymienione wcześniej cnoty Camerona. Robert Mołdach (2025), w ramach prac Porozumienia dla wartości publicznej proponuje użycie w polskim kontekście i w odniesieniu do ochrony zdrowia następującego zestawu cnót: przebaczenie, współczucie, wdzięczność, zaufanie, optymizm i pokora.

Przebaczenie pozwali nie zatrzymywać się na oskarżeniach i błędach przeszłości. Współczucie sprawi, że zamiast suchych argumentów dostrzeżemy ludzką stronę sporów. Wdzięczność odbuduje uznanie i szacunek dla wysiłku innych, nawet jeśli stoją po drugiej stronie sporu. Zaufanie da poczucie stabilności i pewności, że ustalenia nie zostaną zburzone przy pierwszej zmianie politycznej warty. Optymizm otworzy wyobraźnię na to, że system może być lepszy niż dziś, a nie tylko ?mniej zły?. I wreszcie pokora ? świadomość, że nikt nie ma monopolu na prawdę, a wspólne rozwiązania rodzą się dopiero w dialogu. Aby zwrócić system zdrowiu ku słońcu należy, jak wskazuje Mołdach zmienić podejście, kulturę organizacyjną, kulturę dialogu, kierując się wymienionymi cnotami. Ale jakie konkretnie działania powinny zostać podjęte w praktyce i dlaczego jest to tak trudne?

Efekt heliotropowy w pozytywnej praktyce systemu zdrowia

Co powoduje, że światło nie dochodzi do uczestników systemu i kto je przesłania? W ocenie autorki składają się na to następujące zjawiska:

  • egoizm i polaryzacja: indywidualna wolność vs. zbiorowa odpowiedzialność
  • hierarchiczne podporządkowanie i naciski administracyjne
  • upadek autorytetów
  • brak dialogu otwartości i rozliczalności
  • niemożność uzgodnienia wspólnych wartości ? tego co uznajemy za dobro wspólne, ponadpartyjne, ponadczasowe

Aby efekt heliotropowy mógł w praktyce zaistnieć w polskim systemie zdrowia, należy więc sunąć przeszkody, które nie ?dopuszczają słońca? do oczu uczestników systemu i trzymają ich w głębokim cieniu. Wśród takich działań autorka widzi:

  • Odbudowę zaufania. Zaufania do tego, że dane, które otrzymujemy, są prawdziwe. Że obietnice nie skończą się wraz z kolejną kadencją. Że lekarz mówi pacjentowi to, co jest najlepsze dla jego zdrowia, a nie to, co jest najwygodniejsze dla systemu. Co ?rozliczy NFZ?. Zaufanie buduje się latami i traci w jednej chwili ? dlatego potrzebne są ramy transparentności i rozliczalności, które nie zależą od tego, kto akurat sprawuje władzę. Zaufanie to fundament ponadpartyjnej stabilności.
  • Powrót do pokory ? cnoty rzadko kojarzonej z władzą, ale w ochronie zdrowia absolutnie kluczowej. Pokora to uznanie, że nikt nie ma monopolu na prawdę. Ani politycy, ani lekarze, ani ekonomiści, ani pacjenci. Tylko w dialogu, w którym każda strona wnosi swoją perspektywę, można wypracować trwałe rozwiązania. Pokora otwiera drogę do wspólnoty ? a bez wspólnoty reformy będą zawsze połowiczne i krótkotrwałe. 
  • Zmianę retoryki i stworzenie kultury wspierającej i wzmacniającej dobre praktyki ? również te pochodzące z doświadczeń innych krajów. W tym wprowadzenie obowiązkowych systemów monitorowania jakości, nie po to by karać, ale by uczyć, wyciągać wnioski i rozwijać poczucie współodpowiedzialności. 

Kim Cameron wskazuje, że budowanie organizacji opartej na fundamentach moralnych i cnotach ma co najmniej dwa wymierne efekty ? efekt zwielokrotnienia (wzmocnienia) i efekt buforowania. Efekt amplifikacji jest samopodtrzymujący, ludzie są naturalnie do niego przyciągani. Zwracają się ?ku słońcu?, są poniekąd niesieni chęcią czynienia dobra, chcą być inspiracją dla innych. Produktywność organizacji rośnie gdy zasady moralne i wartości są pielęgnowane. Buforowanie odnosi się do odporności organizacji na kolokwialnie mówiąc ?uszkodzenia?. Wyczerpanie zasobów, gąszcz zmieniających się przepisów i systemów, niezrozumiałe zasady, roszczeniowi pacjenci, zawiedzione zaufanie, zerwane relacje, eskalujące konflikty. Badania dowodzą, że organizacje budowane na fundamentach moralności i cnót są w stanie dużo szybciej i wydajniej przeciwstawiać się próbom destabilizacji jak również o wiele sprawniej wracają do równowagi. Czyż nie o taki system ochrony zdrowia nam chodzi? 

Źródła

Universality of the heliotropic effect; Kim Cameron, TEDxUCCS, 2018

Ethics, Virtuousness, and Constant Change Kim Cameron for Noel M. Tichy and Andrew R. McGill (Eds.) The Ethical ChallengeSan Francisco: Jossey Bass. (pp. 85-94)

Cameron, K. (2003). Organizational Virtuousness and Performance. Positive Organizational Scholarship. Chapter 4 (pp. 48-65). San Francisco: Berrett-Koehler

Andrews, M. Pritchett L. & Woolcock, M. (2016) Doing Iterative and Adaptive Work. CID Working Paper No. 313. 

Mołdach, R. (2025). Ponad kadencjami, ponad podziałami ? wartość publiczna jako strategia reformy systemu zdrowia. Forum Ochrony Zdrowia, Forum Ekonomiczne. Instytut Studiów Wschodnich.

MDR – kiedy regulacja zamiast chronić zaczyna szkodzić, czyli o dysfunkcji tworzenia wartości publicznej ciąg dalszy

Agnieszka Sikorska-Brzozowska

Hopital des enfants, Brussel, Belgium. Fot. Piron Guillaume (Unsplash)

Rozczarowanie MDR

Jakiś czas temu Szymon Brzósko i Robert Mołdach opublikowali artykuł ?Gdy współtworzenie szkodzi: o dysfunkcji tworzenia wartości publicznej?. Przeczytałam go z dużym zainteresowaniem ? nie tylko dlatego, że temat jest ważny, ale też dlatego, że świetnie pokazuje mechanizmy, które jako praktyk widzę na co dzień. Moja perspektywa jest jednak inna ? patrzę na to wszystko oczami wytwórcy wyrobów medycznych, na domiar złego wytwórcy operującego z tzw. kraju trzeciego, czyli Wielkiej Brytanii.

Zmiana podejścia Unii Europejskiej ? przejście z dyrektyw MDD i AIMDD na rozporządzenie MDR 2017/745 ? miała być odpowiedzią na rosnące wyzwania technologiczne, społeczne i systemowe w ochronie zdrowia. Głównym impulsem była potrzeba zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów, którzy coraz częściej korzystają z bardziej złożonych, spersonalizowanych wyrobów medycznych, często zaliczanych do wyższych klas ryzyka.

Dyrektywy przez lata stanowiły fundament rynku, ale dawały państwom członkowskim zbyt dużą swobodę interpretacyjną. Efekt? Niespójność w nadzorze, ocenie zgodności i dostępności produktów. A to w praktyce mogło zagrażać pacjentom ? zwłaszcza w kontekście transgranicznego obrotu wyrobami.

MDR miało to zmienić. Wprowadziło bezpośrednią stosowalność przepisów we wszystkich krajach UE, bez potrzeby ich transpozycji do prawa krajowego. Brzmiało dobrze ? jednolity, bardziej rygorystyczny system, zaostrzone wymagania kliniczne i techniczne, rozszerzone obowiązki dla producentów, importerów i dystrybutorów, centralna baza danych EUDAMED dla większej przejrzystości i nadzoru.

Wprowadzenie MDR było też reakcją na konkretne incydenty ? jak skandal z implantami PIP ? które pokazały, że system nadzoru wymaga wzmocnienia, a zaufanie społeczne do wyrobów medycznych trzeba odbudować.

Komisja Europejska organizowała warsztaty, ankiety, grupy robocze. Wszystko wyglądało obiecująco. Nowa regulacja miała być odpowiedzią na realne potrzeby rynku. Ale rzeczywistość po wdrożeniu okazała się brutalna.

MDR miało być tarczą ? dla pacjentów, wsparciem dla producentów, jasnym drogowskazem dla wszystkich. Wyszło inaczej.

Jak świetnie ujęli to Brzósko i Mołdach ? koncepcja ?dis/value?, czyli dysfunkcji lub dewaluacji współtworzenia wartości publicznej, opisana przez Erikssona, Williamsa i Hellströma w 2023 roku, nabiera coraz większego znaczenia. Żeby zrozumieć jej wagę, warto sięgnąć do ram wartości publicznej Marka H. Moore?a ? pioniera zarządzania publicznego. Jego model opiera się na tzw. trójkącie strategicznym: wartości publicznej, legitymizacji i wsparciu oraz zdolnościach operacyjnych.

Wartość publiczna to sedno ? chodzi o realne efekty, które są ważne dla społeczeństwa: lepsze zdrowie, równość, dostępność usług. Legitymizacja i wsparcie to poparcie ze strony kluczowych interesariuszy ? polityków, obywateli, organizacji. A zdolności operacyjne to zasoby, kompetencje i procesy, które pozwalają te cele faktycznie realizować.

Proza życia

No dobrze ? ale jak ta ?dysfunkcja współtworzenia? przekłada się na codzienność producentów wyrobów medycznych? Przekłada się ? i to od prawie dekady. Niestety, nie w sposób pozytywny.

MDR miało być tarczą ochronną dla pacjentów i ułatwieniem dla producentów ? miało uporządkować przepisy, dać jasność. Tymczasem stało się barierą: dla producentów, dla jednostek notyfikowanych, dla pacjentów. Zamiast chronić, zaczęło ograniczać dostępność wyrobów medycznych. Potrzebna jest pilna reforma, która przywróci równowagę między bezpieczeństwem a dostępnością ? z uwzględnieniem głosu pacjentów, MŚP i ekspertów.

Erik Vollebregt, prawnik specjalizujący się w regulacjach medycznych, porównał MDR do ?regulacyjnej lasagne w blenderze?. Trafne. Przepisy MDR nakładają się na inne regulacje unijne ? od RODO po AI Act ? tworząc chaos, proceduralny labirynt i fragmentaryzację, która zamiast chronić pacjenta, oddala go od potrzebnych wyrobów.

Z raportu Europejskiego Forum Pacjentów (EPF) wynika, że 44% pacjentów doświadczyło braków lub wycofania wyrobów medycznych ? pomp insulinowych, implantów ślimakowych, sprzętu do terapii oddechowej. Pacjenci skarżą się na brak informacji, brak kanałów zgłaszania problemów, obawy o jakość zamienników. Regulacja, która miała zwiększyć bezpieczeństwo, doprowadziła do jego ograniczenia ? przez utratę dostępu do sprawdzonych wyrobów.

Z najnowszego badania Komisji Europejskiej (NB Survey 14) wynika, że w UE działa 51 jednostek notyfikowanych, średni czas certyfikacji to 13?18 miesięcy, a do połowy 2025 roku wydano zaledwie 25 034 certyfikaty MDR i IVDR. System jest przeciążony, brakuje zasobów, brakuje spójnych interpretacji ? a to prowadzi do niepewności i opóźnień.

Jednostki notyfikowane, zrzeszone w Team-NB i NBCG-Med, nie tylko diagnozują problemy, ale też proponują konkretne rozwiązania: utworzenie Medical Device Coordination Office (MDCO), ścieżki specjalne dla wyrobów innowacyjnych i sierocych, uproszczenie wymagań dla wyrobów o niskim ryzyku, stałe terminy i przewidywalne koszty certyfikacji. To głos praktyków ? ludzi, którzy codziennie mierzą się z konsekwencjami MDR.

Oprócz opinii na temat MDR autorstwa Erica Vollebregta, coraz więcej ekspertów i instytucji branżowych mówi wprost: MDR 2017/745 nie działa tak, jak powinno.

W przeglądzie literatury naukowej z 2025 roku Olivia McDermott i Breda Kearney wskazują, że największym wyzwaniem MDR są wymagania dotyczące oceny klinicznej ? szczególnie dla wyrobów o średnim ryzyku. Z ich badań wynika, że:

  • 54% producentów planuje wycofanie wyrobów z rynku UE po wygaśnięciu certyfikatów.
  • Premiera nowych, innowacyjnych produktów przesuwana jest poza UE.
  • Brak jasnych wytycznych co do ?wystarczających danych klinicznych? prowadzi do chaosu interpretacyjnego.

W badaniu opublikowanym w Therapeutic Innovation & Regulatory Science Elisabeth Oltmanns, Michael D?Agosto i Folker Spitzenberger pokazują, że:

  • 80% producentów uważa wymagania MDR za zbyt wysokie i niejasne.
  • Jednostki notyfikowane różnie interpretują przepisy ? jedne akceptują dane niekliniczne, inne wymagają pełnych badań.
  • Dla wyrobów o średnim ryzyku koszt generowania nowych danych może przewyższać wartość rynkową produktu ? co prowadzi do jego wycofania.

Firmy medyczne wskazują też na:

  • Nadmierne obciążenia dla MŚP.
  • Przeciążenie jednostek notyfikowanych.
  • Brak proporcjonalności ? wyroby o niskim ryzyku podlegają niemal takim samym wymaganiom jak te wysokiego.
  • Zagrożenie dla innowacji ? producenci rezygnują z wdrażania nowych technologii w UE.

Wszystkie te głosy ? naukowców, producentów, jednostek notyfikowanych ? pokazują jedno: MDR ma strukturalne problemy. Brakuje jasności, przewidywalności, proporcjonalności. A to wszystko przekłada się na ryzyko utraty dostępności wyrobów dla pacjentów.

To nie jest tylko kwestia techniczna. To klasyczna ?dysfunkcja współtworzenia wartości publicznej?. Regulacja, która miała chronić, zaczęła ograniczać.

A na końcu tej całej układanki jest pacjent. Pacjent, który nie zawsze będzie operowany robotem chirurgicznym ? ale zawsze będzie potrzebował skalpela, nożyczek, gazy, bandaża. I to właśnie tych podstawowych środków może zabraknąć.

Moja perspektywa

Moja perspektywa ? praktyka MDR, który ?dowiózł? certyfikaty MDR dla jednej firmy i dowozi kolejne dla drugiej ? jest jednoznacznie negatywna. Zgadzam się z każdym głosem, który przytoczyłam powyżej. Ale chcę dodać jeszcze jeden wymiar: kosztowy.

Na każde 1000 funtów, które wydajemy na MDR, moja organizacja musi sprzedać produkty za 7000 funtów. A mój budżet nie kończy się na tych 1000 ? koszty rosną, a rynek się zmienia. Coraz częściej rozważam przedstawienie zarządowi listy wyrobów, które ? moim zdaniem ? nie przynoszą wystarczającego zysku, by uzasadnić aktualizację dokumentacji MDR. A to oznacza jedno: te wyroby mogą potencjalnie zniknąć z rynku. Zniknąć ze szpitali. Zniknąć dla pacjentów ? gdzieś w Europie.

Osiem lat po wejściu w życie MDR, nawet Komisja Europejska zaczęła dostrzegać, że pierwotna wizja regulacji wymaga korekty ? stąd kolejne publikacje I edycje nowych dokumentów i wytycznych MDCG, które mają na celu uporządkowanie systemu i dostosowanie go do realiów rynku 

A teraz Komisja Europejska zabiera się za kolejny akt prawny ? tym razem na tapetę trafia biotechnologia ? The Biotech Act.

Brzmi znajomo? Centralizacja, harmonizacja, nowe obowiązki, nowe formularze, nowe definicje. I choć z natury jestem optymistką, to tym razem trudno mi uwierzyć, że będzie inaczej niż ostatnio. Wszystko wskazuje na to, że biotechnologia stanie się kolejnym obszarem, w którym UE spróbuje wdrożyć zcentralizowane podejście regulacyjne ? podobnie jak w MDR. I niestety, wygląda na to że znów zmierzamy w stronę kolejnego dysfunkcyjnego aktu, który zamiast wspierać innowacje, może wstrząsnąć rynkiem ? szczególnie wśród MŚP i producentów wyrobów o wysokim potencjale, ale ograniczonych zasobach.

Źródła

Vollebregt, E. (2023). MDR and IVDR: Regulatory lasagna in a blender. Axon Lawyers Blog.

Vollebregt, E. (2024). The EU MDR: What went wrong and how to fix it. Prezentacja na konferencji RAPS Euro Convergence.

EPF (2024). Patient Perspectives on Implementation Challenges of the EU Medical Devices Regulations. European Patients? Forum.

European Commission (2025). NB Survey 14 ? Summary of Results. Directorate-General for Health and Food Safety.

Team-NB & NBCG-Med (2025). Notified Body Perspective on Future Governance in the EU Medical Device Sector. Team-NB.

Team-NB (2022). Best Practice Guidance for Technical Documentation under MDR 2017/745. Team-NB.

McDermott, O. & Kearney, B. (2025). A review of the literature on the new European Medical Device Regulations requirements for increased clinical evaluation. International Journal of Pharmaceutical and Healthcare Marketing.

Oltmanns, E., D?Agosto, M., & Spitzenberger, F. (2025). Appropriateness of Clinical Data Under Regulation (EU) 2017/745 ? A Case Study and Survey. Therapeutic Innovation & Regulatory Science.

GB Pharma (2024). Compliance Insights: Understanding the Regulatory Landscape ? the Impact of MDR 2017/745 on Medical Devices. GB Pharma Blog.

Brzosko, S. & Mołdach, R. (2025). Gdy współtworzenie szkodzi: o ?dysfunkcji? tworzenia wartości publicznej. Porozumienie dla Wartości Publicznej.

New European biotech act. Which way forward? European Commission Briefing (2025).

KPO w ochronie zdrowia: bez wartości publicznej nie skorzystamy z szansy.

Katarzyna JajugaEmilia Kowalczyk

fot. Kamil Gliwiński (Unsplash)

Krajowy Plan Odbudowy (KPO) miał stać się impulsem do dynamicznego rozwoju Polski po pandemii, gdy system ochrony zdrowia był na skraju załamania. Obiecano wówczas inwestycje, które nie tylko wyrównają straty, ale też unowocześnią medycynę. Szczególne nadzieje budził projekt D1.1.1 w onkologii, zakładający zaawansowaną diagnostykę, przyspieszone leczenie i większy komfort dla pacjentów ? w skrócie realną poprawę jakości życia i zdrowia.

Dlaczego jednak zamiast entuzjazmu dominują dziś obawy? Dlaczego menedżerowie i lekarze skarżą się na biurokratyczny chaos, zamiast świętować przełom? Klucz do zrozumienia daje teoria wartości publicznej Marka Moore?a. Zakłada ona, że każde działanie państwa musi spełniać trzy kryteria: budować zaufanie społeczne, opierać się na realnych zdolnościach instytucji oraz generować trwałe korzyści dla obywateli. W przypadku KPO problem tkwi właśnie w niedociągnięciach tych elementów. Co dokładnie zawiodło i jak to naprawić?

Początek chaosu

Problemy z wdrażaniem KPO ujawniły się już przed jego uruchomieniem. Długotrwałe negocjacje z Komisją Europejską spowodowały znaczne opóźnienia, a strona polska wydawała się oczekiwać po prostu elastyczności korzystania z nowej ?koperty finansowej?, podczas gdy Komisja Europejska oczekiwała precyzyjnej logiki interwencji. Gdy w końcu ruszyły środki finansowe, konkursy ogłoszono w pośpiechu, a terminy realizacji projektów drastycznie skrócono. Te kwestie nie były jedynie technicznymi niedociągnięciami, lecz wyraźnym sygnałem, że państwo nie kontroluje całego procesu, co świadczy o niedostatecznych zdolnościach operacyjnych.

Ministerstwo Zdrowia nie zapewniło odpowiednich zasobów kadrowych do obsługi programu. Opiekunowie projektów często się zmieniali, jednocześnie zarządzali dziesiątkami spraw i byli przenoszeni między różnymi inicjatywami.  Jak zauważają beneficjenci, nie tylko był bardzo utrudniony kontakt z opiekunami, wręcz niejednokrotnie był całkowity brak kontaktu przez kilka tygodni i jak się później okazywało, następowała zmiana opiekuna i to nie rzadko nawet dwukrotna. To odpowiada sytuacji opisywanej wielokrotnie przez Moore?a, gdy zdolności operacyjne państwa zostają poważnie przeszacowane, co uniemożliwia efektywne zarządzanie. 

Jak zatem realizować program o wartości miliardów złotych, jeśli instytucje publiczne nie dysponują koniecznymi zasobami do jego obsługi? To zaniedbanie podkreśla, że zdolności operacyjne państwa nie zostały zapewnione na wymaganym poziomie, co zagraża sukcesowi całego przedsięwzięcia.

Kryzys legitymizacji i zaufania

Według teorii Moore?a, legitymizacja działań państwa opiera się na ich transparentności, uczciwości i przewidywalności. Wdrożenie KPO w sektorze ochrony zdrowia ujawniło jednak poważne braki w tym zakresie. Niejasne podstawy prawne oraz brak precyzyjnych regulacji ? a w niektórych przypadkach ich całkowity brak ? stworzyły niestabilny grunt dla realizacji programu. Ministerstwo Zdrowia samo ma trudności z interpretacją własnych zasad, a reguły konkursów często ustalane są w sposób doraźny. Przykładem jest zmiana regulaminu  niespełna trzy tygodnie przed zakończeniem naboru: pierwotnie zakładano, że podmiot leczniczy może złożyć tylko jeden wniosek, niezależnie od tego, ile ma zakładów w swojej strukturze. Tuż przed końcem naboru zmieniono tę interpretację i dopuszczono możliwość składania osobnych wniosków dla każdego zakładu spełniającego kryteria konkursowe.

 W opinii beneficjentów oznacza to chaos: ciągłe zmiany, brak pewności i poczucie, że zasady gry mogą być arbitralnie modyfikowane w trakcie realizacji. Tego rodzaju nieprzewidywalność podważa zaufanie społeczne do instytucji publicznych i całego procesu. Jak w takich warunkach budować wiarę w skuteczność i uczciwość działań państwa? Brak stabilnych ram prawnych i przejrzystości w KPO nie tylko utrudnia realizację programu, ale także pogłębia kryzys legitymizacji i wsparcia społecznego.

Wartość publiczna na marginesie

Mark Moore podkreśla, że skuteczne zarządzanie publiczne wymaga równowagi między trzema elementami: wartością publiczną, legitymizacją i wsparciem oraz  zdolnościami operacyjnymi. W przypadku Krajowego Planu Odbudowy kluczowy element ? wartość publiczna ? został jednak zepchnięty na dalszy plan. Zamiast koncentrować się na pytaniach: jakie korzyści program przyniesie pacjentom? Jak trwale poprawi system ochrony zdrowia? ? uwaga skupia się na rozliczeniach finansowych i dotrzymywaniu terminów.

Ta krótkowzroczna perspektywa rodzi ryzyko tworzenia inwestycji pozornych. Nowoczesny sprzęt kupowany jest bez planu jego wykorzystania, odnowione budynki  mogą stać puste z braku personelu, a projekty, choć formalnie zakończone, nie przełożą się wówczas na realną poprawę zdrowia pacjentów. W efekcie KPO może stać się programem służącym biurokratycznym statystykom, a nie ludziom. Pomijanie wartości publicznej jako nadrzędnego celu podważa sens programu i oddala go od realizacji rzeczywistych potrzeb społecznych. 

Jeśli nic się nie zmieni

Bez zmian w podejściu do realizacji KPO grozi nam niepokojący scenariusz: środki zostaną wydane i formalnie rozliczone, ale nie przyniosą istotnych korzyści społecznych. Pacjenci nie odczują poprawy, onkologia nie osiągnie nowoczesnych standardów, a narastające rozczarowanie społeczne osłabi zaufanie do przyszłych programów publicznych. Co więcej, Polska ryzykuje utratę wiarygodności w oczach Unii Europejskiej, postrzegana jako kraj zdolny do ?odhaczenia? miliardów, ale nieumiejący przekuć ich na rzeczywiste ulepszenie usług publicznych.

Co więcej liczne badania dotyczące wdrażania funduszy unijnych jak np. Raport ETO z 2020 r. podkreślają, że pośpieszne wdrażanie funduszy kryzysowych w ochronie zdrowia w UE często prowadzi do nieefektywnego wykorzystania środków, jeśli brakuje odpowiednich zdolności administracyjnych i jasnych ram prawnych.

Raport NIK ?Funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w Polsce w latach 2019?2021?  potwierdza powyższe problemy. Ujawnia chroniczne niedobory kadrowe w Ministerstwie Zdrowia i jednostkach odpowiedzialnych za realizację programów zdrowotnych. Brak wystarczającej liczby wykwalifikowanych pracowników oraz częste zmiany opiekunów projektów prowadzą do chaosu organizacyjnego. Raporty NIK również  wskazują na przypadki ?pozornych inwestycji?, gdzie NIK krytykuje zakup sprzętu medycznego, który pozostał niewykorzystany z powodu braku personelu lub kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Przykładem są szpitale tymczasowe, które kosztowały ponad 600 mln zł, ale nie przyniosły korzyści pacjentom z powodu braku personelu i koordynacji. To bezpośrednio odpowiada obawie, że nowe pracownie diagnostyczne z KPO mogą stać się niewykorzystaną infrastrukturą bez integracji z systemem finansowania NFZ.

Te przykłady ilustrują ryzyko, że KPO może stać się programem ?dla Excela?, gdzie środki są wydawane, ale nie przekładają się na poprawę jakości życia pacjentów, co jest sprzeczne z ideą wartości publicznej Moore?a.

Warto zauważyć, że problemy jakie dotykają KPO, nie są w żaden sposób unikalne na tle wyzwań, z którymi mierzą się rządy na świecie wdrażając zmiany strukturalne angażując środki publiczne liczone w miliardach USD czy EUR. Doskonały tego przykład podaje Matt Andrews w badaniu efektywności 999 projektów finansowanych ze środków Banku Światowego. Tylko niespełna 30% projektów przyniosło satysfakcjonujące lub wysoko satysfakcjonujące rezultaty. Ten rozczarowujący rezultat oczywiście nie może stanowić najmniejszego wytłumaczenia dla niedociągnięć obserwowanych KPO, jednak pokazuje skalę wyzwań.

Jak odwrócić kurs?

Teoria Moore?a nie jest abstrakcyjnym konceptem ? stanowi praktyczny przewodnik, który może skierować program na właściwą ścieżkę. Wymaga jednak odwagi, by porzucić mechaniczne „odhaczanie projektów” na rzecz skupienia się na jakości osiąganych rezultatów. Co to oznacza w praktyce?

  • Stabilność i przejrzystość reguł – Zasady konkursów powinny być jasne od samego początku i niezmienne w trakcie realizacji. Każda zmiana w locie podważa zaufanie uczestników i utrudnia wykonanie zadań.
  • Wzmocnienie instytucji – Konieczne jest zwiększenie liczby oraz kompetencji personelu obsługującego programy. Obecnie beneficjenci zamiast korzystać ze wsparcia państwa, często borykają się z nadmierną biurokracją.
  • Integracja z systemem NFZ –  To jeden z kluczowych problemów. Projekty w ramach KPO przewidują otwieranie nowych pracowni diagnostycznych, ale nie zapewniają kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. W efekcie szpitale inwestują w infrastrukturę, której nie mogą w pełni wykorzystać ? bez kontraktu trudno osiągnąć wymagane wskaźniki. Ryzyko jest znaczne: zamiast poprawy dostępności usług, grozi zwrot dotacji, a placówki pozostają z kosztownym sprzętem, którego nie da się sfinansować z bieżącej działalności.
  • Priorytet wartości publicznej – Ocena projektów powinna koncentrować się na fundamentalnym pytaniu: co ta inwestycja zmienia dla pacjentów i lekarzy? Równie istotne jest tempo i sposób wdrażania. System nie jest w stanie efektywnie zarządzać dziesiątkami konkursów i wielkoskalowych projektów jednocześnie. Lepiej zaplanować harmonogram etapowy, co ułatwi koordynację, zapewni realne wsparcie beneficjentom i pozwoli osiągnąć zamierzone efekty. Założenia muszą być konkretne i dostosowane do realiów danej placówki oraz potrzeb jej pacjentów ? w przeciwnym razie powstanie infrastruktura efektowna na papierze, ale nieadekwatna do lokalnych wyzwań.
  • Uczciwość wobec realiów – Potrzebna jest szczera debata o tym, że wdrażanie programu w tak krótkim czasie nie pozwala na trwałe reformy. Zamiast udawać, że wszystko idzie zgodnie z planem mimo napotykanych barier, lepiej wynegocjować wydłużenie terminów.

Innymi słowy ? nie chodzi tylko o to, żeby wydać pieniądze i ?odfajkować? wskaźniki. Chodzi o to, by te miliardy przełożyły się na realną poprawę jakości opieki i trwałe wzmocnienie systemu ochrony zdrowia.

Co naprawdę jest stawką?

Krajowy Plan Odbudowy w sektorze ochrony zdrowia to nie tylko kwestia finansów ? to egzamin z umiejętności strategicznego, konsekwentnego działania państwa w interesie obywateli. Sprowadzenie go do tabelek i sprawozdań to prosta droga do podwójnej porażki: zmarnowania pieniędzy i utraty zaufania społecznego.

Jak przypomina Mark Moore, administracja publiczna istnieje, by tworzyć wartość publiczną. To ona powinna być kompasem dla decydentów. Nie polityczne interesy, nie presja terminów, lecz kluczowe pytanie: czy pacjenci i pracownicy ochrony zdrowia odczują realną poprawę?

Tylko inwestując w jakość, a nie tylko pospiesznie wypełniając kamienie milowe, możemy przekuć miliardy z KPO w trwałe fundamenty systemu ochrony zdrowia. W przeciwnym razie grozi nam nie tylko zmarnowana szansa ? szczególnie bolesna, bo dotycząca zdrowia i życia ? ale także pogłębienie frustracji pacjentów i medyków, którzy najbardziej oczekują zmian.

Niech KPO stanie się zatem symbolem mądrej, przemyślanej transformacji, a nie kolejnym rozdziałem biurokratycznych zmagań. Działajmy strategicznie, z myślą o przyszłości i ludziach, którzy na nas liczą.

Czy plany transformacji w ochronie zdrowia spełniają oczekiwania społeczne?

Emilia Kowalczyk

Polski system ochrony zdrowia od lat zmaga się z wyzwaniami, takimi jak nierówny dostęp do usług medycznych, nieefektywne wydatkowanie środków publicznych oraz brak spójnej strategii inwestycyjnej. W odpowiedzi na te problemy podejmowano szereg interwencji, wśród których znalazły się instrumenty takie jak Krajowy Plan Transformacji (KPT) oraz wojewódzkie plany transformacji (WPT), które mają zwiększyć efektywność systemu i lepiej odpowiadać na potrzeby społeczne, szczególnie w kontekście unijnych funduszy na lata 2021?2027. Kluczowe pytanie brzmi: czy przyjęte plany te spełniają oczekiwania obywateli, zapewniając sprawiedliwą alokację zasobów, czy pozostają jedynie wymaganymi formalnie dokumentami, których realizacja napotyka bariery systemowe i polityczne?

Odpowiedź na potrzeby społeczne i sprawiedliwość w alokacji zasobów

Raport Komisji Europejskiej z 2019 roku wskazał, że wiele inwestycji zdrowotnych z funduszy unijnych w latach 2007?2013 i kolejnych nie przyniosło oczekiwanych korzyści z powodu braku spójnego planowania. Projekty często realizowano pod kątem lokalnych interesów, a nie priorytetów społecznych, co prowadziło do rozdrobnienia systemu i nieoptymalnego wykorzystania środków.

Koncepcja wartości publicznej Moore?a zakłada, że instytucje publiczne powinny generować dobro wspólne, odpowiadając na rzeczywiste potrzeby i zapewniając sprawiedliwą dystrybucję zasobów. W ochronie zdrowia oznacza to inwestowanie w obszary o największym wpływie na zdrowie społeczeństwa, z uwzględnieniem grup marginalizowanych, takich jak mieszkańcy regionów oddalonych od dużych ośrodków medycznych lub wybrane grupy społeczne. KPT i WPT, wprowadzone na mocy nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej z 2004 roku, mają zgodnie z rekomendacją z wymienionego powyżej raportu odpowiadać na te wyzwania. Ich skuteczność zależy jednak od przełożenia ogólnych założeń na konkretne działania, precyzyjnego monitorowania oraz odporności na naciski polityczne i lobbing. Brak koordynacji między poziomem krajowym a regionalnym oraz pomiędzy poszczególnymi regionami może ograniczyć ich zdolność do zapewnienia sprawiedliwej alokacji zasobów.

Strategiczne podejście do transformacji systemu zdrowia

KPT i WPT opierają się na zasadach strategicznego zarządzania publicznego, a ich podstawą jest mapa potrzeb zdrowotnych, która dostarcza danych o dostępności świadczeń i wskazuje obszary wymagające interwencji. Dokument ten stanowi fundament dla strategii takich jak ?Zdrowa Przyszłość. Ramy strategiczne rozwoju systemu ochrony zdrowia na lata 2021?2027, z perspektywą do 2030? oraz programów operacyjnych, takich jak Krajowy Plan Odbudowy (KPO) i Polityka Spójności 2021?2027.

KPT obejmuje modernizację infrastruktury medycznej, rozwój kadr, opiekę długoterminową i koordynację świadczeń. Zwraca uwagę na konieczność wzmocnienia roli AOS w procesie diagnostyki i leczenia, w celu odciążenia leczenia szpitalnego. 

WPT, opracowywane przez regionalne rady ds. potrzeb zdrowotnych, mają uwzględniać w swoich założeniach lokalne uwarunkowania, co pozwala dostosować działania do specyfiki regionów. Proces ich tworzenia zakładał konsultacje z interesariuszami, w tym Ministerstwem Zdrowia, NFZ, samorządem, organizacjami pacjentów i pracodawcami, co powinno sprzyjać transparentności i budowaniu konsensusu. Plany te mają za zadanie kierować środki publiczne tam, gdzie przyniosą największe korzyści zdrowotne, wspierając ideę wartości publicznej. Ich sukces zależy jednak od właściwej interpretacji Krajowego Planu Transformacji przy tworzeniu Wojewódzkich Planów Transformacji oraz prawidłowej, uwzględniającej faktyczne potrzeby społeczne, identyfikacji potrzeb lokalnych. Wymaga to także skutecznego wdrożenia i monitorowania oraz zdolności do przeciwdziałania wpływom politycznym.

WPT powinny zatem współgrać z KPT oraz odpowiadać na lokalne potrzeby. Zakres tych działań jest szeroki a wybór nieoczywisty. Wśród konkurujących priorytetów inwestycje wymienione w WPT powinny obejmować infrastrukturę i sprzęt w placówkach AOS, pozwalając w szczególności na przesunięcie badań obrazowych ze szpitali do ambulatoryjnych placówek tam gdzie jest to klinicznie uzasadnione. Koncepcja odwróconej piramidy świadczeń, promująca szerszą bazę AOS, również sugeruje konieczność większej dostępności do badań w lecznictwie otwartym zwłaszcza dla grup marginalizowanych. 

Aktualizacje Wojewódzkich Planów Transformacji w kontekście diagnostyki obrazowej

Analiza WPT sformułowanych w 2021 i nowelizowanych w 2024 roku, skupiona na badaniach rezonansu magnetycznego i koncepcji odwróconej piramidy, ujawnia trend w kierunku większej szczegółowości i dostosowania do wyzwań zdrowotnych, takich jak starzenie się społeczeństwa, wzrost zapotrzebowania na diagnostykę (np. w onkologii, neurologii, kardiologii) oraz doświadczenia z pandemii COVID-19. Aktualizacje opierają się na danych z Bazy Analiz Systemowych i Wdrożeniowych (BASiW), wprowadzając metryki, takie jak czasy oczekiwania (do 200 dni), obciążenie aparatów diagnostycznych (powyżej 3750 badań rocznie) czy prognozy zapotrzebowania. Jednak postęp nie jest jednolity w skali kraju ? w niektórych regionach aktualizacje są ograniczone lub nie wprowadzono zmian.

W ocenie autora zalety aktualizacji WPT w stosunku do planów pierwotnych obejmują:

  • Precyzyjniejsze dane: Wprowadzenie wskaźników, takich jak czasy oczekiwania czy obciążenie sprzętu, umożliwia lepsze alokowanie zasobów. Przykładem są województwa kujawsko-pomorskie i mazowieckie, które uwzględniły kolejki i uzasadniły nowe inwestycje.
  • Integracja z innymi obszarami: WPT w województwach lubuskim i małopolskim łączą diagnostykę obrazową z onkologią, kardiologią i neurologią, skracając procesy lecznicze.
  • Rozszerzenie działań: województwo kujawsko-pomorskie zwiększyło liczbę nowych aparatów RM do 10 w wybranych powiatach, zmniejszając odległości do badań (do 40 km). 
  • Województwa śląskie i zachodniopomorskie wprowadziły rekomendacje dotyczące monitoringu i optymalizacji.

Autor zauważa także następujące wady aktualizacji WPT:

  • Nierównomierny postęp: w województwach opolskim, podkarpackim i wielkopolskim brak aktualizacji danych sugeruje stagnację.
  • Marginalizacja odwróconej piramidy: Koncepcja ta, kluczowa dla odciążenia szpitali, jest pomijana w WPT lub traktowana ogólnikowo.
  • Brak systemowego podejścia: Skupienie na inwestycjach sprzętowych kosztem reform organizacyjnych i kadrowych ogranicza kompleksowość planów.

Realizacja KPT w zaktualizowanych WPT

Analiza WPT i KPT pokazuje, że większość województw realizuje cele KPT poprzez inwestycje w sprzęt diagnostyczny, tworzenie pracowni RM i modernizację infrastruktury, co poprawia dostępność badań. Jednak zgodność planów regionalnych z krajowym jest zróżnicowana. Początkowe WPT z 2021 roku były zbyt ogólne i mało przejrzyste w stopniu powalającym na nieobiektywną interpretację umożliwiającą realizację partykularnych interesów. Natomiast aktualizacje z 2024 roku wprowadzają więcej danych i skupiają się na poprawie diagnostyki obrazowej. Kluczowe atuty to szczegółowe metryki i integracja z innymi dziedzinami systemu zdrowia, choć wyzwaniem pozostaje brak jednolitych danych, utrudniający porównywanie planów i ocenę systemu na poziomie krajowym.

W świetle powyższych obserwacji autor proponuje następujące propozycje ujednolicenia WPT:

  • Standardowe wskaźniki: Liczba aparatów RM, wiek sprzętu, czasy oczekiwania, obciążenie pracowni, odległości lub czas dojazdu do placówek.
  • Jednolita struktura: Ustandaryzowanie sekcji dotyczących diagnostyki w każdym WPT.
  • Integracja z MPZ: Włączenie danych z BASiW do wszystkich planów.
  • Monitorowanie odwróconej piramidy: Wprowadzenie mierników liczby badań w POZ i AOS w porównaniu do szpitali.

Wnioski

KPT i WPT mają potencjał, by odpowiadać na oczekiwania społeczne, zapewniając sprawiedliwą alokację zasobów. Aktualizacje z 2024 roku wskazują na postęp w ich tworzeniu w postaci precyzyjnych danych i inwestycji. Jednocześnie nie spełniają w pełni nadziei ustawodawcy legitymizującego plany transformacji i pierwotnych ich założeń sformułowanych w raporcie R. Mołdacha dla Komisji Europejskiej. Ujednolicenie danych, integracja z MPZ i większy nacisk na reformy systemowe są kluczowe dla stworzenia spójnego i efektywnego systemu ochrony zdrowia, który w pełni zrealizuje ideę wartości publicznej.

Zmęczony pilotaż Centrów Zdrowia Psychicznego: tuż przed ogromną szansą czy zmarnowaniem miliardów środków publicznych?

Tomasz Rowiński, Emilia Kowalczyk, Robert Mołdach

Fot.: Jose A.Thompson (Unsplash)

Niepewna przyszłość pilotażu

Czy pilotaż Centrów Zdrowia Psychicznego (CZP) ma szansę stać się trwałą reformą, czy też jego efekty okażą się ograniczone i trudne do utrzymania w dłuższej perspektywie? To pytanie warto postawić dziś, gdy doświadczenia psychiatrii dziecięcej pokazują, że nawet dobrze zaplanowane zmiany mogą napotkać bariery organizacyjne i wydłużające się kolejki. 

Pilotaż CZP, wprowadzony w 2018 roku na który wydano już blisko 8 mld PLN, opiera się na leczeniu środowiskowym, blisko miejsca zamieszkania pacjenta. Każde centrum obejmuje swoim zasięgiem mieszkańców konkretnego powiatu/dzielnicy lub grupy powiatów/dzielnic, oferując kompleksową pomoc ? od poradni, przez pomoc kryzysową, po oddziały dzienne i całodobowe. Jego celem jest zwiększenie dostępności do pomocy psychiatrycznej i psychologicznej, jej proporcjonalność, skrócenie czasu oczekiwania, leczenie bliżej domu oraz ograniczenie hospitalizacji na rzecz leczenia uwzględniającego zasoby w społeczności lokalnej, czyli upraszczając terapii środowiskowej.

Jednak, zgodnie z koncepcją trójkąta strategicznego Moore?a, powodzenie reformy wymaga równowagi między trzema elementami: jasno zdefiniowaną wartością publiczną, stabilną legitymizacją polityczno-społeczną oraz odpowiednimi zdolnościami wykonawczymi. Brak spójności w tych obszarach może ograniczyć długofalowy efekt pilotażu i utrudnić transformację psychiatrii dorosłych w Polsce.

Lekcje z psychiatrii dziecięcej i zastosowanie trójkąta strategicznego Moore’a

Artykuł o dysfunkcji tworzenia wartości publicznej Szymona Brzósko i Roberta Mołdacha (Brzósko & Mołdach, 2025) uświadomił nam podobieństwo opisanych tam zjawisk do obrazu doświadczeń z prac Zespołu ds. zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży w Ministerstwie Zdrowia (Minister Zdrowia, 2018a), jak relacjonuje Tomasz Rowiński. Te same mechanizmy powtarzają się obecnie w Zespole ds. rozwiązań systemowych w Centrach Zdrowia Psychicznego (Minister Zdrowia, 2024). W psychiatrii dziecięcej brak spójności doprowadził do utraty szansy na pomnażanie wartości publicznej, co objawiło się m.in. zabetonowaniem kolejek i niespełnionymi oczekiwaniami beneficjentów. 

Aby uniknąć podobnego scenariusza w psychiatrii dorosłych, autorzy proponują zastosowanie trójkąta strategicznego Marka Moore’a jako ramy analitycznej. Pozwala ona zrozumieć dynamikę procesów decyzyjnych w zarządzaniu publicznym, gdzie usługi angażują wielu interesariuszy i wpływają na miliony obywateli. Trójkąt Moore’a obejmuje trzy fundamentalne pytania z perspektywy zarządzania usługami publicznymi: 

  • Czy w ramach polityki publicznej jak najszerzej uzgodniono wartość publiczną?
  • Czy państwo lub podmioty/instytucje odpowiedzialne za jej rozwój posiadają zdolności wykonawcze do realizacji?
  • Czy rozwiązanie ma wystarczającą legitymizację polityczno-społeczną, akceptowaną przez aktualnych decydentów oraz szeroko pojętych interesariuszy i beneficjentów zmiany?

W ocenie autorów, ta koncepcja dobrze wyjaśnia „zmęczenie” podmiotów leczniczych, decydentów i specjalistów w ramach najdłuższego pilotażu w historii polskiego systemu ochrony zdrowia. Pilotaż CZP, trwający od 2018 roku, stoi na rozdrożu między ogromną szansą na transformację systemu a ryzykiem zmarnowania zasobów publicznych i kapitału społecznego, który powstał w trakcie jego trwania. Analiza ta pozwala nie tylko zidentyfikować bieżące wyzwania, ale także wskazać ścieżki do ich przezwyciężenia, z uwzględnieniem doświadczeń z psychiatrii dziecięcej.

(Nie)Uzgodniona Wartość Publiczna

Historia pilotażu Centrów Zdrowia Psychicznego pokazała, że na poziomie deklaracyjnym wartość publiczna została zdefiniowana stosunkowo jasno m.in.: szybki dostęp do pomocy blisko miejsca zamieszkania, koordynacja usług w całym kontinuum opieki oraz odejście od modelu zdominowanego przez hospitalizację. Te cele, zdefiniowane także na poziomie kolejnych edycji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, miały odpowiadać na problemy osób w kryzysach psychicznych, które często tracą pracę oraz bliskie relacje (rodzinę, przyjaciół). Zostały one sformułowane w rozporządzeniu Ministra Zdrowia uruchamiającym pilotaż (Minister Zdrowia, 2018b), jego późniejszych nowelizacjach, a także w zarządzeniach Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) (Prezes NFZ, 2018; Prezes NFZ, 2020). Komunikaty rządowe i strategie zdrowotne powtarzały motyw wyrównywania szans dostępu do opieki, co podkreślało społeczną wartość programu. Jednakże, kluczowy problem ujawnił się w braku odpowiedzi na pierwotne pytanie: czy w tak zorganizowanych podmiotach leczniczych pacjenci zdrowieją psychicznie szybciej i skuteczniej? 

Konflikt między środowiskiem zaangażowanych specjalistów (m.in. lekarzy psychiatrów) a urzędnikami NFZ doprowadził do pierwszego poważnego kryzysu w pilotażu, mimo początkowej legitymizacji ze strony decydentów i zdolności organizacyjnych państwa. W praktyce wartość publiczna okazała się „dynamicznym” celem ? wielokrotnie modyfikowanym i różnie interpretowanym. Kolejne decyzje o przedłużaniu pilotażu, bez ustalenia twardej daty zakończenia i logicznego przejścia do rozwiązań systemowych, powodowały, że „wartość” traciła ostre kontury. Funkcjonowała raczej jako idea niż konkretne zobowiązanie państwa, poparte zarezerwowanymi środkami finansowymi. W szczytowym kryzysie, wywołanym próbą siłowego przeforsowania „innego modelu”, pojęcie „centrów zdrowia psychicznego” nabrało wielu znaczeń, zależnych od pozycji mówiącego. Kulminacja nastąpiła 5 grudnia 2024 roku, gdy decydenci używali pojęcia CZP przewrotnie ? zachowując nazwę, ale zmieniając jej desygnat. To doprowadziło do erozji zaufania do Ministerstwa Zdrowia i NFZ, ujawniając pełzający brak ostatecznego uzgodnienia wartości publicznej w praktyce, mimo ustawowych zapisów.

Bez jasno określonej, stabilnej wizji i realnego zaangażowania państwa, idea CZP staje się pustym hasłem. Szansa na realną poprawę opieki psychiatrycznej zamienia się w chaos, pogłębiający nieufność i cierpienie osób potrzebujących pomocy. 

Na samym początku nie zadbano o poprawny model ewaluacyjny (badawczy), który w trakcie i na końcu pilotażu dostarczałby naukowo wiążącej wiedzy o zdrowieniu pacjentów, stopniu osiągania celów oraz kontroli zmiennych. Ten „pierworodny błąd” legł u podstaw frustracji wszystkich stron w projekcie o wartości 8 miliardów złotych, mającym charakter naukowy ? miał dostarczyć wiedzy pewnej decydentom. Zarządzenie Prezesa NFZ wprowadziło Załączniki nr 3 i nr 5 monitorujące pracę centrów, ale nie dostarczały one odpowiedzi na kluczowe problemy ani nie zapewniały metodologicznie poprawnej informacji. Zebrane dane nie pozwalały na wiarygodne określenie trendów czy oceny skuteczności, czyniąc zarządzenie w dużej mierze pustym zapisem, nie przekładającym się na wnioski czy usprawnienia. Brak rzetelnych danych ewaluacyjnych, w połączeniu ze zmianami decydentów w Ministerstwie Zdrowia, pogłębiał chaos i brak konsensusu co do wartości publicznej dla pacjentów i systemu ochrony zdrowia. Każda zmiana personalna przynosiła nową wizję, prowadząc do rozbieżnych interpretacji celów. Przykładem jest likwidacja Biura ds. Pilotażu, różna interpretacja ?rezerwy? przez oddziały wojewódzkie NFZ czy ogłaszanie konkursów na tożsame zakresy do CZP na obszarze pilotażu. Skomplikowało to finansowanie i funkcjonowanie centrów, prowadząc do sytuacji powolnej utraty płynności finansowej realizatorów pilotażu. W efekcie, zamiast jednolitej polityki opartej na dowodach, pilotaż stał się zlepkiem indywidualnych agend, osłabiając spójność i skuteczność. 

Rozbieżne podejścia i brak ciągłości strategicznej sprawiły, że CZP funkcjonowały w atmosferze niepewności, z priorytetami zależnymi od aktualnego kierownictwa. Różnice w politykach, połączone z brakiem ewaluacji, zamieniły ambitny projekt w mozaikę sprzecznych priorytetów, gdzie liderzy narzucali wizje bazując na błędnych metodologicznie danych. W rezultacie, program stał się polem eksperymentów, ugrzązł w chaosie, zamiast przynosić coraz większej liczbie pacjentów realną poprawę.

Sta(la)bilność decyzji politycznych

Decydenci polityczni legitymizowali projekt językiem misji: „nowoczesny, środowiskowy model opieki dla całego kraju”. Taka narracja tworzyła szeroką, lecz miękką legitymizację ? opartą na ogólnych korzyściach, ale bez formalnych ram czyniących wartość prawnym i organizacyjnym standardem. Brak jasnego terminu przejścia z „testu” do „polityki” sprawiał, że zgoda społeczna i polityczna była w dużej mierze symboliczna. Społeczna legitymizacja wydawała się silna, ale polityczna pozostawała chwiejna.

Najdłuższy pilotaż w historii polskiego systemu zdrowia psychicznego trwa, lecz jego zakończenie przesuwa się wraz z kalendarzem politycznym, nie merytorycznym harmonogramem. NFZ legitymizował zmianę warunkowo: akceptując kierunek, ale podkreślając rozliczalność i kontrolę wydatków. De facto odbywało się to poza wynikami pilotażu, gdyż brakowało uzgodnionego modelu badawczego i metodologii (Załączniki nr 3 i nr 5 do zarządzeń Prezesa NFZ). Dyskusja wokół ryczałtu populacyjnego ujawniła pęknięcie w trójkącie Moore’a. Z perspektywy płatnika model fee-for-service zapewniał większą przejrzystość i kontrolę, natomiast dla centrów i pacjentów ryczałt był kluczowy dla elastycznego reagowania na potrzeby i proaktywnego docierania do osób w kryzysie. Brak porozumienia co do instrumentów finansowych podważał realność wdrożenia wartości publicznej ? wartość bez stabilnego mechanizmu staje się deklaracją bez narzędzi. 

Środowisko profesjonalistów broniło integralności modelu, podkreślając potrzebę utrzymania standardów i stabilnego finansowania dla długofalowego planowania. Państwo, poprzez aparat kontroli (np. wybrane raporty NIK), wskazywało na braki organizacyjne, zły nadzór NFZ i przedłużającą się „tymczasowość”. Lekarze psychiatrzy i dyrektorzy podmiotów realizujących pilotaż legitymizowali rozwiązanie praktyką ? CZP objęły znaczną część dorosłej populacji ? ale domagali się przewidywalności i trwałości systemu, której dotąd brakuje. Ponadto, sam pilotaż stał się elementem transformacji opieki psychiatycznej włączając kluczowe podmioty takie jak szpitale psychiatryczne. Bardzo dobrym przykładem jest województwo małopolskie, gdzie lokalnie uzgodniono wartość publiczną. Jest to województwo, które prawie w całości jest pokryte siecią CZP, odwrócono w nimi piramidę świadczeń (liczba hospitalizacji jest poniżej zakładanego wskaźnika 25 łóżek na 100.000 mieszkańców), rozwinięto świadczenia ambulatoryjne, dzienne i środowiskowe (blisko 60% wojewódzkiego budżetu w zakresie opieki psychiatrycznej jest w dziale ?świadczeń pozaszpitalnych?). 

Zdolności organizacyjne podmiotów leczniczych: ?cud nad Wisłą?

Pomimo braku uzgodnionej wartości publicznej i labilnej legitymizacji politycznej, pilotażem objęto ponad 50% dorosłej populacji Polski. Ponadto, ponad 100 aplikacji różnych podmiotów leczniczych czeka na rozpatrzenie i włączenie do programu CZP. To ogromny kapitał społeczny w ochronie zdrowia, wytworzony na fali zmian ? wbrew oporowi niektórych urzędników NFZ i decydentów Ministerstwa Zdrowia. Program dał szansę na realizację wartości publicznej, jaką jest proces zdrowienia po kryzysie psychicznym. W ocenie autorów, ten aspekt trójkąta Moore’a stanowi swoisty „cud nad Wisłą” ? zdolności operacyjne podmiotów leczniczych wykazały się zaskakującą odpornością i adaptacyjnością, mimo systemowych niedociągnięć. Podmioty lecznicze, w tym szpitale psychiatryczne i ośrodki ambulatoryjne, zdołały zorganizować kompleksową opiekę w warunkach niepewności finansowej i regulacyjnej. Na przykład, w wielu centrach wprowadzono innowacyjne rozwiązania, takie jak zespoły kryzysowe działające w terenie (zespoły mobilne), co pozwoliło na interwencje w domach pacjentów, redukując potrzebę hospitalizacji.

Z doświadczeń Tomasza Rowińskiego wynika, że te zdolności operacyjne opierają się na zaangażowaniu profesjonalistów ? psychiatrów, psychologów, pielęgniarek, asystentów zdrowienia i wielu innych specjalistów? którzy, mimo niepewności i tymczasowości, utrzymują wysoki poziom usług. Z kolei kapitał społeczny zbudowany wokół programu obejmuje nie tylko personel medyczny, ale także lokalne społeczności i organizacje pozarządowe, które wspierały wdrażanie modelu środowiskowego.

W ocenienie Tomasza Rowińskiego, od 2018 r. średni odsetek populacji objętej wsparciem CZP w ramach budżetu powierzonego zwiększył się prawie o 50 proc. Te same podmioty lecznicze, które otrzymywały pieniądze za świadczone usługi, obejmowały dużo mniejszy odsetek populacji. Po przekształceniu się w centrum zdrowia psychicznego obserwujemy stały wzrost odsetka populacji, której dotyczy pomoc. Udało się to zrobić za te same pieniądze w przeliczeniu na jednego mieszkańca. I to bez tradycyjnie rozumianych nadwykonań ? dodaje autor.

Ten przykład pokazuje, jak elastyczne finansowanie i koordynacja usług mogą realnie wspierać zdrowienie, budując zaufanie wśród beneficjentów. Jednak te osiągnięcia są kruche ? bez stabilnego wsparcia systemowego, zdolności operacyjne mogą się wyczerpać. Należy podkreślić, że ten „cud” wynika z oddolnej inicjatywy, ale wymaga wzmocnienia przez państwo, aby uniknąć wypalenia zasobów ludzkich i organizacyjnych. W kontekście zarządzania publicznego, zdolności te dowodzą potencjału reformy, ale jednocześnie podkreślają potrzebę lepszej integracji z pozostałymi elementami trójkąta Moore’a, aby przekuć tymczasowe sukcesy w trwałe zmiany systemowe.

Contra spem spero

Zgodnie z modelem Moore’a, w pilotażu CZP osiągnięto zgodę na poziomie idei, częściową co do narzędzi oraz kruchą legitymizację formalną. Trójkąt strategiczny wnosi strukturalne uporządkowanie myślenia o zmianie w polityce publicznej, pozwalając nie tylko zdefiniować wartość publiczną, ale też sprawdzić zdolności państwa do wdrożenia oraz poparcie polityczno-społeczne dla trwałości. W przypadku CZP model ten ujawnia, że nawet szeroko akceptowana idea może pozostać krucha bez spójności między tymi trzema wymiarami: ideą, narzędziami i legitymizacją. 

Brak tej spójności prowadzi do „zmęczenia” wszystkich stron. Podmioty lecznicze borykają się z niejasnymi wytycznymi i rosnącymi korektami finansowymi, tracąc motywację. Podmioty lecznicze, które w pełni wdrażają opiekę środowiskową opartą o zasoby społeczności lokalnej, tracą najwięcej na ?tymczasowości?, a zyskują niekoniecznie te, które tak dużo inwestują w rozwój tej formy leczenia. Decydenci, zmieniający się z ekipami rządzącymi, wprowadzają sprzeczne wizje, destabilizując program. Specjaliści, w tym psychiatrzy, odczuwają frustrację z braku danych ewaluacyjnych i ciągłych zmian, utrudniających wsparcie pacjentów. To zmęczenie wynika z wieloletniego braku konsensusu co do celów oraz niewystarczającego wsparcia systemowego, które pozwoliłoby na stabilne wdrożenie reform. 

Są jednak ludzie ? specjaliści, lekarze, pracownicy podmiotów leczniczych ? gotowi zmieniać polską psychiatrię na lepsze. Pytanie brzmi, czy Ministerstwo Zdrowia zapewni w końcu spójną wizję, stabilne finansowanie i jasne ramy działania, by przekuć ich energię w trwały sukces, czy pozwoli, by zapał zgasł w biurokratycznych niepewnościach? 

Bibliografia

Brzósko, S., & Mołdach, R. (2025). Gdy współtworzenie szkodzi: o ?dysfunkcji? tworzenia wartości publicznej. Public Value Agreement.

Minister Zdrowia. (2018a). Zarządzenie Ministra Zdrowia z dnia 20 lutego 2018 r. w sprawie powołania Zespołu do spraw zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży.

Minister Zdrowia. (2018b). Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 27 kwietnia 2018 r. w sprawie programu pilotażowego w centrach zdrowia psychicznego. Dziennik Ustaw 2018 poz. 852.

Minister Zdrowia. (2024). Zarządzenie Ministra Zdrowia z dnia 4 grudnia 2024 r. w sprawie powołania Zespołu do spraw zmian systemowych w centrach zdrowia psychicznego. Dziennik Urzędowy Ministra Zdrowia.

Prezes NFZ. (2018). Zarządzenie Nr 55/2018/DSOZ Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 22 czerwca 2018 r. w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju programy pilotażowe w zakresie centrów zdrowia psychicznego.

Prezes NFZ. (2020). Zarządzenie Nr 55/2020/DSOZ Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie umów o realizację programu pilotażowego w centrach zdrowia psychicznego.